Wspólna waluta, która spadła dzisiaj w stosunku do dolara do najniższego poziomu od 10 miesięcy, może pod koniec roku osłabić się do 1,25 dolara, gdyż powiększające się deficyty w krajach takich, jak Grecja wzmacniają niechęć silniejszych państw do pospieszenia z pomocą – powiedział Bootle, który jest założycielem londyńskiej firmy badawczej Capital Economics.

„Można się spodziewać, że euro będzie się osłabiać wraz z nasilaniem się obaw o stabilność strefy euro, wzrostem fiskalnych problemów w krajach pasa południowego i napięć między tymi krajami i Niemcami” – powiedział Bootle w rozmowie z Bloombergiem w Singapurze. 

Euro spadło w środę do poziomu 1,3407 za dolara, czyli najniżej od 8 maja zeszłego roku, w reakcji na oświadczenie przywódców Francji i Niemiec, iż jakikolwiek pakiet pomoc dla Grecji będzie wymagał wsparcia ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego. 

Jeśli kraje strefy euro „zostaną zmuszone do obcięcia swoich deficytów, będzie to równoznaczne z wieloletnim okresem spadku gospodarczego i deflacją. Z politycznego punktu widzenia jest bardzo wątpliwe, czy kraje te na to przystaną” – mówi Bootle. Jego zdaniem będzie to powodem licznych napięć z Niemcami, od których partnerzy ci będą z kolei domagać zmian polityki w celu zwiększenia popytu wewnętrznego.

Natomiast funt zacznie się odradzać po wyborach w Wielkiej Brytanii, które muszą najpóźniej odbyć się w czerwcu, gdyż nowy rząd z pewnością przystąpi do redukowania deficytu budżetowego – argumentuje Bootle.