To dla sieci spory kłopot, bo arbitraż zwykle był bardziej przychylny handlowcom niż producentom. Odwrotnie jest w przypadku sądów powszechnych – tam najczęściej wygrywają producenci.

Decyzja Sądu Najwyższego to przełom przede wszystkim dla niewielkich i średnich firm dostarczających towar do sklepów. Duzi gracze z wielkimi sieciami radzą sobie bez większego problemu – po prostu wchodzą z nimi w układ tylko na swoich warunkach.

Drobni producenci nie mają takiej siły przebicia, dlatego sieci domagają się od nich słonych opłat. Firmy albo je przyjmą, albo wypadną z rynku.

– Opłaty sięgają nawet 25–30 proc. wartości dostarczonych towarów – mówi Paweł Wójcik, wspólnik Firmy Prawniczej Wójcik i Złotnik Kancelaria Radców Prawnych, specjalizującej się w sporach między dostawcami i sieciami handlowymi.

Andrzej Szczepański, dyrektor ZUH Robico i Przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Mleczarstwa w Polsce, powiedział nam, że w 2008 roku przy obrocie z sieciami na poziomie 9 mln zł jego firma zapłaciła aż 2 mln zł opłat dodatkowych.

Jeżeli taki układ nie podobał się producentowi, mógł iść do sądu. Ale polubownego, bo ostatnio niektóre sieci zastrzegały w umowach, że tylko przed nimi można rozstrzygać spory.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Sąd orzekł krótko: spory w sprawie pobieranych przez sieci opłat dodatkowych z zasady będą rozstrzygane tylko przez sądy powszechne.

A tam kształtuje się coraz silniejsza jednolita linia orzecznictwa, bardziej przychylna producentom.

– Na blisko 80 spraw, które prowadziłem przeciwko marketom przed sądami powszechnymi, wszystkie zakończyły się wygraną producentów – mówi Paweł Wójcik.

Tak było również tydzień temu, kiedy sprawy przegrały sieci Intermarche, Kaufland i Nomi. Praktyki stosowane przez każdą z nich, polegające na pobieraniu opłat dodatkowych, zostały uznane za niezgodne z uczciwą konkurencją.

Paweł Wójcik twierdzi, że orzecznictwo sądów powszechnych wzmacnia pozycję producentów.

– Firmy powołują się na te rozstrzygnięcia, co pozwala im uzyskać od marketów coraz lepsze warunki – zauważa.

Jednak, zdaniem Leszka Kawskiego, dyrektora generalnego Krajowej Izby Drobiarstwa, przeniesienie sporów pod wyłączną jurysdykcję sądów powszechnych nie rozwiąże wszystkich problemów.

– Na wyroki czeka się latami. W tym czasie dostawca jest eliminowany z sieci, z którą ma konflikt. To oznacza, że musi znaleźć innego odbiorcę. Dlatego wielu producentów rezygnuje z dochodzenia swoich praw przed sądami – tłumaczy Leszek Kawski.