Przyjęta podczas szczytu w Brukseli przez szefów państw i rządów strefy euro deklaracja zapowiada wzmocnienie instrumentów prewencyjnych i nadzoru, które pomogą egzekwować od państw strefy euro dyscyplinę budżetową. Wzmocnienie unijnej procedury nadmiernego deficytu miałoby zapobiec nieodpowiedzialnej polityce finansowej. Ustalone w przyszłości sposoby radzenia sobie z kryzysem, mają opierać się na zasadzie, że każdy kraj jest sam odpowiedzialny za swój budżet.

"Unijne kraje zgodziły się na ustalenia, które są jak najbardziej słuszne. To dla nas w praktyce niewiele oznacza. Mamy swój plan konwergencji, ograniczenia deficytu i stabilności, które musimy wprowadzić" - powiedział prof. Witold Orłowski z PricewaterhouseCoopers.

Ekspert Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski zauważył, że w przeszłości państwa Unii często nie respektowały przyjętych w Unii ograniczeń, więc nie ma gwarancji, że teraz to się zmieni. "W świetle doświadczeń lat minionych widać, że na początku tworzenia wspólnoty i strefy euro te mechanizmy były respektowane. Skoro od nich odstąpiono, to nic dziwnego, że sytuacja w Grecji potoczyła się w tym kierunku, w którym się potoczyła" - wyjaśnił.

Uczestnicy szczytu przyjęli też mechanizm pomocy dla Grecji, który przewiduje dwustronne, skoordynowane pożyczki od krajów strefy euro oraz udział Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pomoc ma być uruchomiona, w razie konieczności, za jednomyślną zgodą strefy euro.

Zdaniem Sadowskiego, decyzja o udzieleniu pomocy Grecji jest "bardzo złą wiadomością nie tylko dla strefy euro, ale w ogóle Unii, jako takiej". "Te ustalenia osłabiają determinację krajowych rządów do prowadzenia racjonalnej polityki finansowej. Nagroda, jaka spotkała Grecję za całe lata nieodpowiedzialnych rządów jest nie pomocą, ale usankcjonowaniem złych praktyk" - powiedział. Jego zdaniem, państwa europejskie zamiast oferować pożyczki powinny wymusić na Grecji podjęcie konkretnych działań, które poprawiłyby stan finansów tego państwa.

Orłowski zauważył, że Polska nie będzie raczej w dużym stopniu uczestniczyć w pomocy dla Grecji, więc nie powinno to mocno wpłynąć na naszą gospodarkę. Dodał, że w stopniu, który odpowiada naszym możliwościom, Polska nie powinna się jednak od takiej pomocy uchylać. "Jesteśmy pierwszym krajem, który apeluje o solidarność w UE, a dotyczy to również wspierania się w momencie kryzysu finansowego" - zaznaczył.