Problem odpływu depozytów jednostek finansów publicznych dotyczy największych banków, takich jak PKO BP czy Pekao. Instytucje te robiły specjalne wyliczenia, jak bardzo mogą być dotknięte regulacjami prawnymi nakazującymi przeniesienie depozytów z banków komercyjnych do BGK. – Wpływ ten szacujemy na kilkaset milionów złotych – mówi Piotr Galas, dyrektor Departamentu Sektora Klienta Publicznego w PKO BP.

Zdaniem Dariusza Odzioby, dyrektora departamentu rynków finansowych w Pekao, zapis dotyczący jednostek budżetowych nie wpłynąłby znacząco na sytuację płynnościową drugiego co do wielkości banku w Polsce. Powodem zamieszania jest zapis z programu konsolidacji finansów publicznych, wg którego rząd zamierza wprowadzić obowiązek lokowania wolnych środków instytucji publicznych na rachunkach prowadzonych przez ministra finansów w BGK. W programie oceniono, że w grę wchodzi kilkanaście miliardów złotych trzymanych w bankach komercyjnych przez państwowe fundusze celowe, gospodarstwa pomocnicze czy państwowe osoby prawne. Oznaczałoby to, że te depozyty, będące bazą do udzielania kredytów przez banki komercyjne, odpłynęłyby do Banku Gospodarstwa Krajowego, gdzie środki te byłyby wykorzystywane doraźnie przez budżet.

Z naszych informacji wynika, że na pewno obowiązek ten nie będzie dotyczył samorządów, bo prawnie nie da się ich zmusić do lokowania nadwyżek w jednym wskazanym banku. Ciągle nie wiadomo, czy nakazem będą objęte uczelnie publiczne, obsługiwane przez banki komercyjne. Depozyty pojedynczych uczelni mogą sięgać nawet kilkudziesięciu milionów złotych. – Tu nie chodzi tylko o sytuację banków, ale też klientów, którzy nie wiedzą, co ich czeka. Dodatkowo nie wiadomo, jak korzystna będzie dla naszych obecnych klientów oferta BGK – mówi jeden z naszych rozmówców.

Bankowcy zwracają uwagę, że problem nie dotyczy tylko wysokości odsetek. – Powstaje pytanie, czy BGK poradzi sobie z obsługą tak wielu klientów i takiej ilości depozytów – mówi szef pionu korporacyjnego w dużym banku. Z informacji uzyskanych w BGK wynika, że bank ten przygotowuje się do wprowadzenia w życie zapisów z programu rządowego, przygotowując oferty depozytowe dla instytucji rządowych. Jeżeli środki jednostek budżetowych odpłyną z banków, to będą musiały one zwiększyć wysiłki, aby pozyskać je od klientów. – To oznacza odpływ depozytów dostępnych dla banków komercyjnych, więc w jakimś stopniu odbije się na cenach – banki będą musiały rywalizować mocniej o środki klientów – mówi Piotr Galas.

Jednak, zdaniem Dariusza Odzioby, powrotu wojny depozytowej nie będzie, bo banki mają dużo wolnych środków – co tydzień w NBP deponują kilkadziesiąt miliardów złotych, a w piątek było to 77 mld zł. Informacja o tym, kto dokładnie będzie objęty obowiązkiem lokowania środków w BGK, ma się pojawić w maju, gdy będą gotowe założenia do aktów prawnych. Jednak bankowcy zwracają uwagę, że zamieszanie związane z programem konsolidacji finansów nakłada się na inny problem, dotyczący obsługi instytucji publicznych. Ciągle bowiem brakuje aktów wykonawczych do zeszłorocznej ustawy o finansach publicznych, która nakazała jednostkom budżetowym prowadzenie części rachunków w NBP i BGK.