Dane o zmianie zatrudnienia poznamy dopiero w piątek, ale temat ten będzie przewijał się przez rynki finansowe przez cały tydzień. Zwłaszcza, że wokół danych za marzec jest bardzo dużo niepewności. Po pierwsze, skoro dane za poprzednie miesiące były słabsze ze względu na efekty pogodowe, to obecnie, po generalnie bardzo sprzyjającym (pod względem pogodowym) marcu, straty te powinny zostać nadrobione z nawiązką. Po drugie, w USA przeprowadzany będzie największy od 10 lat spis, na potrzeby którego zatrudniani są tymczasowi pracownicy. Szacuje się, że może ich być aż 100 tys.! Tym samym po tym jak w lutym ubyło 36 tys. miejsc pracy, konsensus rynkowy na marzec to aż 179 tys.!, a niektóre prognozy zakładają wzrost nawet o 250 tys. Większość amerykańskich ekonomistów uważa, że po wyeliminowaniu efektów nadzwyczajnych, zatrudnienie wzrosłoby jedynie w nieznaczny sposób (do 50 tys.). Prawda jest jednak taka, że nie do końca będzie wiadomo, w jakim stopniu lepsze dane to efekt rzeczywistej poprawy sytuacji, w jakim efekt pogodowy, a w jakim efekt zatrudnienia tymczasowych pracowników przez administrację. Reakcja rynków pozostaje zatem kwestią bardzo otwartą, zwłaszcza, że dane z rynku pracy mają szczególny wpływ na oczekiwania względem przyszłych stóp procentowych w USA.

Gdyby dane z amerykańskiego rynku pracy były publikowane już dziś, istniała by szansa na zdecydowany test styczniowych szczytów na kontraktach na WIG20. Rynek dotarł do nich w czwartek, zaś w piątek nastąpiło delikatne cofnięcie. Silny impuls z zagranicy mógłby przesądzić o zdecydowanym wybiciu lub większej realizacji zysków. Takiego impulsu może jednak nie być ze względu na w miarę spokojny początek tygodnia. Dobra poniedziałkowa sesja w Azji (m.in. świetne dane o sprzedaży detalicznej w Japonii) oraz fakt, iż wszystkie najważniejsze światowe indeksy akcji styczniowe szczyty mają już za sobą, mogą sprawić, iż również w przypadku kontraktów na WIG20 znajdziemy się na nowych maksimach, choć efekt prognostyczny takiego ruchu może być bliski zeru, tzn. będziemy nadal podatni na ewentualne cofnięcie w reakcji np. na amerykańskie dane z rynku pracy.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni sporo działo się w notowaniach euro. Notowania wspólnej waluty obniżały się względem dolara i franka. W pierwszym przypadku istotną rolę odegrał czynnik techniczny (piąta fala w ruchu zapoczątkowanym w grudniu 2009), w drugim deklaracja SNB, iż nie jest w stanie powstrzymywać umocnienia franka wobec euro. Do tego ponownie ożył temat Grecji. W miniony czwartek udało się wypracować rozwiązanie dotyczące pomocy dla Grecji z udziałem krajów strefy euro, ale także MFW. Mimo, iż rynki nie zareagowały bezpośrednio na tę informację (która wcale nie musi kończyć tematu Grecji i innych krajów z południa Europy), już w piątek wspólna waluta odrabiała straty. Niewielkie odbicie byłoby jak najbardziej na miejscu, ale dzisiejsze otwarcie rynków azjatyckich zdecydowanie komplikuje sprawę pod względem technicznym. Po pierwsze, otwarcie następuje poniżej dołka z 22 marca (1,3463), co stawia pod znakiem zapytania scenariusz spadkowy. Po drugie, jakby na przekór tak silnego otwarcia, po wzrostach w pierwszych godzinach następuje szybkie zejście w dół, rynek domyka lukę i z powrotem rośnie. Taki obrót spraw pokazuje spore niezdecydowanie rynku. Być może sytuacja wyklaruje się po dołączeniu rynków amerykańskich w drugiej części dnia.

Ciekawiej jest natomiast na parze EURCHF, gdzie po tym jak w minionym tygodniu osiągnęliśmy historyczne minimum, rynek dawał oznaki chęci realizacji zysków. Wybicie kluczowego oporu 1,4306/10 nastąpiło niejako „przypadkiem” razem z dużym ruchem na EURUSD, jednak już duży ruch, który nastąpił później (do 1,4355) sugeruje, iż nie był to poziom przypadkowy. W chwili obecnej kluczowym jest to, czy ewentualny ruch powrotny doprowadzi do zanegowania nocnego wybicia.

O ile cały tydzień zapowiada się bardzo ciekawie (oprócz danych z rynku pracy mamy także wskaźniki aktywności oraz nastrojów konsumentów), poniedziałek będzie względnie spokojny. O godzinie 14.30 poznamy dane o dochodach i wydatkach amerykańskich gospodarstw domowych (konsensus odpowiednio +0,1 i +0,3% m/m), wcześniej zaś dane o kredytach hipotecznych z Wielkiej Brytanii (10.30) i dane o nastrojach w strefie euro (11.00).