ROZMOWA

ROMAN GRZYB

Słuchając wypowiedzi niektórych bankowców, można odnieść wrażenie, że rekomendacja T została wprowadzona po to, by banki nie zarabiały na kredytach i by wzrost gospodarczy w Polsce był mniejszy. Rekomendacja T jest potrzebna?

LESZEK NIEMYCKI*

Główny kierunek nowej rekomendacji jest zgodny z tym, jak sektor sam zareagował na pogarszającą się koniunkturę. Wiele banków, oferujących szybkie kredyty gotówkowe, wprowadziło między innymi wymóg posiadania rozsądnych wskaźników DTI, czyli wysokości zadłużenia do osiąganych dochodów. To jedna z metod zahamowania dalszego wzrostu przekredytowania części klientów. Poza tym takie pożyczki mają lepszą spłacalność, chociaż jest ich mniej. Być może wprowadzenie stosownych zapisów już w 2007 roku zniwelowałoby dzisiejsze problemy rynku consumer finance. Między innymi dlatego, że określenie spójnej dla całego rynku relacji zadłużenia do dochodu chroniłoby banki, które już udzieliły kredytu, przed przyszłym przekredytowaniem klienta w wyniku zaciągania kolejnych, przekraczających możliwości spłaty zobowiązań w innych bankach.

>>> Polecamy: W kogo uderzy Rekomendacja T

Nie widzi pan zagrożeń związanych z tymi nowymi przepisami?

Jestem realistą. Życie nie uznaje próżni i jestem przekonany, że klienci, którzy będą potrzebowali finansowania kredytem, a nie otrzymają go w swoim banku, pójdą do instytucji niebankowych. Załóżmy, że klient bardzo dobrze obsługuje swoje zadłużenie. Chce odnowić kartę kredytową, na której ma limit w wysokości 10 tys. zł. Bank weryfikuje jego poziom zadłużenia w BIK i okazuje się, że zgodnie z rekomendacją musi, mimo pozytywnej historii kredytowej, odmówić przedłużenia karty. Jeśli klient nie będzie miał środków na jej spłatę, pójdzie po kredyt do instytucji parabankowych, które nie podlegają Komisji Nadzoru Finansowego i mogą zażądać bardzo wysokich odsetek. To niewątpliwie jeden z trudniejszych elementów wprowadzenia w życie nowych zasad dla całego sektora.

A czy w tym roku będzie miał pan więcej pieniędzy na kredyty detaliczne?

Przede wszystkim musimy zwiększyć nasze kapitały. Zanim to jednak nastąpi, realizujemy projekt restrukturyzacji db kredyt. To zwykle kojarzy się w Polsce ze zwolnieniami i ograniczaniem działalności. Jednak nasza restrukturyzacja to po prostu zmiana modelu biznesowego, która będzie dla tej części banku oznaczała znaczny krok do przodu. W ramach istniejącej sieci 120 placówek będziemy oferować szerszą gamę produktów – kont, depozytów, ale też rozwiązań hipotecznych. Będziemy także kontynuować udzielanie kredytów gotówkowych, ale nieco innej grupie docelowej, klientom średniozamożnym. Jednym słowem jest oczywiste, że chcemy zwiększyć akcję kredytową. Na kredyty hipoteczne, które wejdą także do oferty db kredyt, chcemy w tym roku przeznaczyć ok. 5 mld zł. W zeszłym roku wartość udzielonych przez nas kredytów wyniosła niemal 3,7 mld zł.

Niektóre banki, aby zebrać środki i poprawić sobie płynność, oferują na depozytach 6–7 proc. rocznie.

I dopłacają do takich lokat. W tej chwili do każdego depozytu z oprocentowaniem powyżej 4,15 proc. bank dopłaca.

A oprocentowanie kredytów hipotecznych?

Niski WIBOR, nieco powyżej 4 proc., to bardzo dobra informacja tylko dla kredytobiorców. Dzięki temu oprocentowanie jest niższe, jednak z punktu widzenia banków poziom oficjalnych stawek międzybankowych wciąż nie ma praktycznego zastosowania. Nie mogę pójść do innej instytucji i pożyczyć środków po stawce WIBOR, bo banki nadwyżki finansowe lokują raczej w papiery skarbowe, bony pieniężne lub też zostawiają na rachunkach w NBP.

Wróćmy do kredytów indywidualnych. KNF nie lubi kredytów walutowych.

Nadzór ich nie lubi i wbrew pozorom my banki też za nimi nie przepadamy, bo jesteśmy świadomi związanego z nimi ryzyka. Jednak lubią je klienci. W tej chwili około 90 proc. udzielanych przez nas kredytów mieszkaniowych to pożyczki w euro. Nawet kwestie ryzyka walutowego nie są w stanie zniechęcić do zaciągania zobowiązań w walucie. Proszę przekonać kogoś, kto wziął kredyt w euro w lutym ubiegłego roku, że zrobił źle. Pożyczył środki po 4,75 i dzisiaj 1/5 mieszkania ma spłaconą bez żadnego wysiłku. Przy tym obowiązuje o połowę niższa stopa procentowa. Nie zapominajmy, że portfele kredytów walutowych mają bardzo dobrą spłacalność, bo takie kredyty zaciągają osoby o wyższej zdolności kredytowej niż pożyczki złotowe. Nasz portfel kredytów walutowych przeszedł prawdziwy test. Jednym z powodów, dla którego Deutsche Bank utrzymał w swojej ofercie kredyty walutowe, gdy większość banków z nich rezygnowała, był fakt, że nawet gdy kurs franka wzrósł o połowę, nie zauważyliśmy żadnego pogorszenia poziomu ich obsługi. Dlatego nadal je oferujemy i będziemy oferować, oczywiście klientom, których dochody pozwolą na spłatę kredytu także w przypadku znacznego wahania kursów.

* Leszek Niemycki

z Grupą Deutsche Bank związany od 2003 roku. Najpierw wiceprezes, a od listopada 2009 r. prezes zarządu Deutsche Bank PBC