Wskaźniki zostaną podniesione w większości dużych miast. W stolicy będzie można kupić mieszkania, w których metr kwadratowy został wyceniony nawet na 8013 zł. Firma Home Broker szacuje, że w zasięgu programu „Rodzina na swoim” znajdzie się aż 38 proc. lokali dostępnych na rynku.

Najłatwiej w Łodzi

Najłatwiej skorzystać z pomocy państwa przy kupnie mieszkania w Łodzi. Tu wszystkie lokale można sfinansować tym kredytem. W Szczecinie, Rzeszowie, Gdańsku i Poznaniu ponad połowa oferty mieszkaniowej spełnia wymagania cenowe. Jednak w stolicy Wielkopolski wskaźnik od kwietnia zostanie lekko obniżony i dostęp do kredytów się zmniejszy, podobnie w Toruniu, Bydgoszczy, Olsztynie i Białymstoku. Spadki nie są jednak duże. – Prawie połowa mieszkań będzie dostępna z kredytem, z udziałem państwa – szacuje Katarzyna Siwek z Home Broker.

„Rodzina na swoim” to rządowy program, który umożliwia kupno mieszkania na preferencyjnych zasadach. Przez osiem lat państwo spłaca za kredytobiorcę połowę odsetek. W przypadku wysokiego kredytu to nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Będzie więcej pożyczek

W ubiegłym roku z możliwości uzyskania tańszego kredytu skorzystało 31 tys. osób (w sumie wzięły one kredyty na łączną kwotę ok. 5,5 mld zł). Według wyliczeń Związku Banków Polskich łączna wartość wszystkich takich pożyczek w 2009 r. to ok. 45 mld zł. Kredyty udzielone w ramach programu „Rodzina na swoim” stanowią więc ponad 12 proc. wszystkich pożyczek mieszkaniowych.

W niektórych bankach ten odsetek jest jednak dużo większy. – W naszym banku kredyty z dopłatą stanowią prawie połowę sprzedaży kredytów hipotecznych – mówi Remigiusz Falkowski z Pekao SA.

Teraz takich pożyczek może być znacznie więcej. – Przewiduje się, że kredytów będzie w tym roku więcej o ok. 40 proc. – mówi nam Bolesław Meluch, dyrektor departamentu funduszy mieszkaniowych BGK, który w imieniu państwa spłaca bankom komercyjnym odsetki od pożyczek mieszkaniowych. Oznacza to, że banki udzielą w 2010 r. ok. 7,5 mld zł preferencyjnych kredytów. Nie ma jednak obaw, że na dopłaty zabraknie pieniędzy.

– W przypadku wyczerpania środków przekazanych na ten cel przez Ministerstwo Finansów BGK jest ustawowo zobowiązany do finansowania ich ze środków własnych. Nie ma jednak takiej potrzeby, bo po pierwszym kwartale wykorzystano tylko 13 proc. kwoty przewidzianej na cały rok – mówi Meluch.