Lekkim zaskoczeniem było to, co działo się później, bo byki miały duże problemy. Tłumaczono to sytuacją w Grecji i obniżeniem ratingu Islandii, ale to jest kompletne nieporozumienie. Po prostu przed świętami na wykupionym rynku nie ma chęci do podejmowania większego ryzyka.

Dane makro sprzyjały bykom. Raport S&P/Case-Shiller o cenach domów w styczniu pokazał poprawę, bo ceny tym razem rok do roku dla 10 metropolii nie zmieniły się (od dawna spadały). Dla 20 metropolii ceny w stosunku do poprzedniego miesiąca znowu, po raz ósmy, wzrosły (0,3 proc.). W stosunku do zeszłego roku spadły o 0,7 proc. Zdecydowanie wzrósł też indeks zaufania konsumentów podawany przez Conference Board – z 46 na 52,5 pkt. Ten ostatni indeks jest traktowany niezwykle poważnie, ale pamiętać trzeba, że dopiero wzrost ponad 90 pkt. traktowany jest jako trwała poprawa nastrojów.

Na rynku akcji już po poniedziałkowej sesji drożały akcje Apple i Verizon (latem pojawi się nowy model iPhone) i z tego samego powodu taniały akcje Research In Motion, rywala Apple. Dokładnie tę samą sytuację obserwowaliśmy we wtorek podczas normalnej sesji. Drożały akcje 3M (amerykańskiej „gospodarki w pigułce”) po tym jak Morgan Stanley zapowiedział, że spółka będzie miała wyniki lepsze od oczekiwań. Nadal taniały akcje w sektorze finansowym i to one najmocniej ważyły na indeksach, które po początkowym wzroście zanurkowały i zabarwiły się na czerwono.

Potem, przez długi czas, praktycznie nic się nie działo, a indeksy trzymały się blisko poziomu poniedziałkowego zamknięcia. Jednak na nieco ponad godzinę przed końcem sesji uparte byki znowu zaatakowały. Szczególnie mocny był NASDAQ. Nic poważnego z tego nie wynikło. NASDAQ nieznacznie wzrósł, a S&P 500 zakończył dzień neutralnie. Ta sesja też oczywiście nie miała znaczenia prognostycznego.

GPW rozpoczęła sesję wtorkową sporym wzrostem indeksów, ale po tym bombowym początku indeksy zaczęły się osuwać. Powtarzaliśmy scenariusz z poniedziałku. Tempo tego osuwania zwiększyło się po tym jak po godzinie handlu indeksy w Europie wróciły do poniedziałkowego zamknięcia. Od tego momentu rynek wszedł w marazm, ale WIG20 nadal zyskiwał pół procent. Przed pobudką w USA nastroje zaczęły się stopniowo poprawiać, bo stopniowo również rosły kontrakty na amerykańskie indeksy. Wzrost był niewielki, a szybko sytuacja znowu się pogorszyła. Jednak dobre dane z USA pozwoliły na zamknięcie sesji wzrostem WIG20 o 0,8 procent. Oczywiście obraz techniczny się nie zmienił. Trudno też oczekiwać, żeby zmienił się dzisiaj.