Przed inwestorami w Warszawie dziś stoi zadanie trudne, po trzeba przewidzieć ruchy światowych rynków na dwa dni do przodu - w czwartek świętujemy, a piątkowa sesja - tradycyjnie w takich wpadkach - może przynieść niewielkie obroty. Tymczasem właśnie najbliższe dwa dni mogą być bardzo ciekawe na rynkach finansowych.
Wczoraj S&P spadł o 0,8 proc. odbijając się od oporu technicznego - indeks odrobił 61,8 proc. spadków z okresu bessy lat 2008-09 i wielu analityków technicznych - zgodnie z proporcjami Fibonacciego - tu właśnie wyznaczyło kres hossy. A przynajmniej dłuższy postój. Rozstrzygnięcie może zapaść każdego dnia - choćby w czwartek, gdy poznamy dane o zasiłkach dla bezrobotnych w USA. Ale najważniejszym wydarzeniem końcówki tygodnia będzie spotkanie G20 w Seulu, które poświęcone zostanie tzw. wojnom walutowym. Dzisiejszy ruch Banku Ludowego Chin bez wątpienia wpisuje się w tę rozgrywkę, choć wymierzony jest także w inflację na rodzimym rynku.
Tymczasem podane dziś rano dane wskazują na rosnącą nadwyżkę handlową Chin, a dziś po południu analogiczne dane opublikują USA. Będzie można się zorientować kto jak wychodzi na prowadzonej polityce walutowej.

W początkowej fazie notowań uwaga inwestorów może koncentrować się na spółkach, które opublikowały dziś raporty kwartalne. Wśród blue chips sensacji nie ma. KGHM miał wynik nieco słabszy od - przyznajmy - wyśrubowanych oczekiwań analityków, Pekao pokazał zysk nieco powyżej konsensusu. Blisko dwukrotnie lepszy od oczekiwań zysk pokazał PGNiG, co może pomóc notowaniom spółki. W przypadku mniejszych firm układ oczekiwania/realizacja mógł wypaść różnie, ale - co warto podkreślić - z reguły tegoroczne wyniki są wyraźnie wyższe niż przed rokiem, zaś większość spółek z ostrożnym optymizmem mówi o planowanych osiągnięciach. Deklaracje wspierają więc kupujących, podobnie jak zwyżka na parkietach w Tokio i Seulu.