Bruksela nie odpuści nam umowy gazowej z Rosją. To dla Unii Europejskiej zbyt ważna sprawa. Jesteśmy pierwszym krajem, który ma realizować w praktyce unijny plan konkurencji na rynku gazowym. To, jak problem zostanie rozwiązany teraz, będzie miało kolosalne znaczenie dla całej Wspólnoty.

Unijny plan, czyli tzw. trzeci pakiet energetyczny, ma chronić europejski rynek przed gazowymi monopolistami, takimi jak Gazprom. Stąd naciski Brukseli na budowanie rewersów, czyli połączeń umożliwiających przesyłanie gazu w dowolnym kierunku, a także na dopuszczenie do gazociągu wszystkich firm, które chcą sprzedawać gaz. Tak się złożyło, że trzeci pakiet zacznie obowiązywać w marcu przyszłego roku, a to znaczy, że polska umowa z Rosją powinna już uwzględniać jego regulacje. Ponieważ Bruksela nie ma pewności, że tak jest, naciska na Warszawę, by pozwoliła jej zajrzeć do porozumienia z Gazpromem. Sprawa jest skomplikowana, bo między Warszawą a Brukselą, a dokładnie Guentherem Oettingerem, unijnym komisarzem ds. energii, nie ma przyjaźni. Można odnieść wrażenie, że Oettinger nie wierzy Warszawie za grosz. Mniejsza z tym, że może być wkurzony, bo Polska go zignorowała – Oettinger nie został zaproszony na podpisanie gazowej umowy do Warszawy, chociaż wcześniej wspierał ją w negocjacjach z Rosjanami. Sprawa jest poważniejsza, bo trzeci pakiet to być albo nie być konkurencji gazowej w Europie. Jeżeli Gazprom ogra Polaków, straci na tym cała Unia. Na razie wydaje się, że Gazprom postawił na swoim. Moskwa odtrąbiła już zwycięstwo, bo według niej prawie wszystko zostało po staremu.

Czy tak rzeczywiście jest, okaże się dopiero, gdy – po zimowym szczycie zapotrzebowania na gaz – w rurociągu jamalskim znajdzie się wolne miejsce, dające możliwość wejścia na nasz rynek innym firmom. Jeżeli tylko taka możliwość się pojawi, Bruksela ją wykorzysta.

Zrobi to również Warszawa. W końcu nie mamy żadnego interesu w tym, by iść na rękę Gazpromowi. Unijny plan bezpieczeństwa jest korzystny dla Polski, a to znaczy, że Warszawa będzie grała razem z Brukselą, a nie z Moskwą. Owszem, na użytek Rosjan będzie podnosiła larum – że niby UE ingeruje w nasze wewnętrzne sprawy, chce zaglądać do umów, mieszać nam w stosunkach z sąsiadem. Ale to pozory, bo zwiększenie integracji energetycznej z UE może nam tylko wyjść na dobre.

Nasza sytuacja będzie zupełnie niezła: z jednej strony mamy umowę podpisaną na długie lata, z drugiej – zdeterminowaną Brukselę, która pragnie przykrócić zapędy Gazpromu. Rosjanie zderzą się z mało usłużnym Oettingerem, który chyba wie, czego chce. Wystarczy, byśmy mu nie przeszkadzali.