Google Street View wywołuje sporo kontrowersji związanych z prywatnością internautów. W Polsce jeszcze zanim ruszyło, bada je GIODO. Szczególne zamieszanie wywołała informacja, że koncern wszedł w posiadanie danych z prywatnych komputerów internautów.

To była czysto techniczna wpadka, za którą jeszcze raz chciałem przeprosić. Przy okazji kompletowania zdjęć do Street View, czyli naszej usługi, która pozwala na oglądanie zdjęć miast, okazało się, że w obrębie robienia zdjęć pobraliśmy także dane internautów korzystających z niezabezpieczonych sieci bezprzewodowych. Te dane były tylko i wyłącznie w naszych systemach. Jak tylko zorientowaliśmy się, że je posiadamy, sami się do tego przyznaliśmy i zatrzymaliśmy prace do czasu poprawienia systemu. Czy inna firma tak by postąpiła? To pokazuje, że naprawdę nie kryje się za tym jakiś straszny zamysł kompletowania prywatnych danych.

>>> Czytaj też: Waliszewski: Ludzie protestują przeciw Google Street View, bo nie rozumieją nowych technologii

Tyle że, to już kolejny przypadek oskarżeń Google’a o zbieranie danych o internautach i łamanie ich prywatności.

Ale te oskarżenia są naprawdę nieuzasadnione. Po pierwsze, w naszych produktach kładziemy ogromny nacisk na ochronę prywatności użytkowników. Kasując pocztę na Gmailu, można wszystkie dane o sobie usunąć, po krótkim czasie wszystkie kopie zapasowe znikają z naszych systemów. Przeglądarka Chrome ma tryb Incognito. Google ma 28 mld dol. przychodów rocznie i doskonale wiemy, że nie spełniając wymagań naszych klientów, którymi są przecież internauci, możemy z dnia na dzień ich utracić. Bylibyśmy więc głupcami, gdybyśmy działali tak, by stracić te 28 miliardów.

Ale dane o internautach zbieracie.

Nie interesujemy się jednak konkretnym użytkownikiem.

Jakie informacje więc Google posiada?

Nie mamy informacji o tym, że Sylwia Czubkowska z Polski interesuje się produktem XYZ, bo szuka o nim informacji w internecie. Nas obchodzi to, że ileś kobiet w pewnym wieku z Polski szuka tych właśnie informacji. Czyli nie kolekcjonujemy informacji o konkretnych osobach, tylko poszukujemy wisdom of the crowd – zbiorowej mądrości internautów.

Czyli dane marketingowe.

Ta wiedza niesie dla Google’a konkretną wartość. Możemy na jej podstawie przewidywać przyszłe wybory i potrzeby internautów. Przecież jeżeli milion osób szuka tej samej informacji w podobnym czasie, to coś musi za tym stać. Choćby taki przykład: poziom bezrobocia na całym świecie badają instytucje statystyczne poszczególnych rządów. Sprawdzają i kontrolują, ile osób zostało zwolnionych i zarejestrowało się jako poszukujący nowego zatrudnienia. Informacje o tym podają oczywiście zazwyczaj z pewnym opóźnieniem. Jednak o tym, że ludzie tracą pracę, można się dowiedzieć, zanim się zarejestrują, bo przecież już wcześniej w internecie szukają informacji na ten temat, przeglądają ogłoszenia. I w taki właśnie sposób przewidujemy np. zmiany w zatrudnieniu w Stanach Zjednoczonych, i to z 30-dniowym wyprzedzeniem.

Japonia, Anglia i Niemcy przeciw Street View

Fotografowanie miast wywołuje kontrowersje na całym świecie.

Usługa została po raz pierwszy wprowadzona w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku. Po wielu protestach zaczęto zasłaniać twarze ludzi widocznych na tych nagraniach, a także numery rejestracyjne samochodów. Podobne problemy Google ma na całym świecie.

Władze Tokio i Osaki jednocześnie zwróciły się do władz Japonii o podjęcie prawnych kroków, żeby ustrzec się przed Google Street View i innymi tego typu usługami w przyszłości.

Brytyjska organizacja Privacy International skierowała oficjalną skargę do komisarza ds. informacji (Information Commissioner). Skargę oparto na 200 zgłoszeniach od osób, które zidentyfikowały się na zdjęciach widocznych w sieci. Privacy International domaga się zamknięcia brytyjskiej wersji usługi do czasu, aż sytuacja zostanie ostatecznie wyjaśniona.

Ceniący prywatność obywateli rząd w Berlinie bardzo ostro zareagował na informacje o przechwytywaniu danych, które miało miejsce „przy okazji” wykonywania zdjęć niemieckich ulic. By nie dopuścić do zablokowania usługi, Google musiał zapewnić Niemcom możliwość zasłonięcia wybranych posesji i już blisko 250 tysięcy Niemców skorzystało z tej procedury i zablokowało umieszczenie swojego domu w usłudze.

Kanadyjski urząd ochrony danych osobowych w październiku uznał, że działania samochodów Google’a naruszyły przepisy tego kraju o ochronie danych i zarzucił firmie brak odpowiedniej kontroli nad działaniami pracowników. W Hiszpanii za nielegalne zbieranie danych i przekazywanie ich do USA amerykańskiemu potentatowi grozi kara w wysokości 2,4 mln euro. We Włoszech rzymska prokuratura wszczęła dochodzenie – obecnie przeciwko „nieznanym sprawcom”, ale powszechnie wiadomo, że chodzi o Google’a – w sprawie kradzieży danych osobowych. Zbieranie informacji prokuratura uznała za niedopuszczalną ingerencję w życie prywatne ludzi.