W wyborach zmiażdżył pan konkurentów. Czuje się pan samorządowym walcem?

Dobrze, że użył pan słowa „samorządowym”, a nie „politycznym”, bo praca w samorządzie to nie robota dla polityków, lecz dla gospodarzy. I w żadnym wypadku nie muszą być oni cudotwórcami. Wracając do pytania o wygraną w wyborach, oczywiście mam poczucie odniesionego sukcesu, choć w rzeczywistości nie należy on wyłącznie do mnie, lecz do całego zespołu, który ze mną pracuje. Cieszę się, że po czternastu latach mieszkańcy Gdyni tak dobrze oceniają naszą pracę. Z drugiej strony jednak tak dobry wynik wywiera na nas pewną presję – jest sygnałem, że oczekuje się od nas jeszcze więcej.

Niektórzy twierdzą, że próbuje pan ze wszystkich gdynian zrobić przedsiębiorców. To dlatego miasto regularnie zajmuje wysokie miejsca w rankingach miast o najwyższym poziomie życia?

Ani nie chcę zrobić ze wszystkich mieszkańców Gdyni biznesmenów, ani nie sądzę, aby miało to jakikolwiek związek z byciem zadowolonym z życia w mieście. Wyznaję filozofię miasta rozumianego jako miejsce, w którym żyją bardziej i mniej zamożni mieszkańcy.

Ale biznes jest w Gdyni silny.

Staramy się wyjątkowo mocno wspierać biznes, ponieważ bez niego miasto nie miałoby szans się rozwijać. Bez przedsiębiorców stalibyśmy w miejscu. Aby ułatwić obywatelom zakładanie firm, w październiku tego roku uruchomiliśmy miejskie Centrum Wspierania Przedsiębiorczości, w którym założenie działalności gospodarczej trwa godzinę, a w najbardziej optymistycznych przypadkach zaledwie pół godziny. I mowa tu o dopełnieniu wszelkich czynności rejestracyjnych, łącznie z tymi dotyczącymi ZUS i urzędu skarbowego. Petenci, którzy nie wiedzą, jak założyć firmę, prowadzeni są przez cały proces rejestracji za rękę.

Czy te inwestycje w biznes mają być dla Gdyni swego rodzaju rekompensatą za to, że miasto cieszy się mniejszym zainteresowaniem turystów niż Gdańsk i Sopot?

Rzeczywiście znajdujemy się trochę między młotem – historycznym Gdańskiem – a kowadłem – Sopotem aspirującym do roli najbardziej prestiżowego nadmorskiego kurortu. Jednak nie znaczy to, że Gdynia jest nieatrakcyjna z punktu widzenia turystów. Jest m.in. jedynym portem w kraju, do którego zawijają wielkie statki pasażerskie. W tym roku do portu w Gdyni przybiło około stu takich jednostek, a na swoich pokładach przywiozły dziesiątki tysięcy zamożnych turystów z Zachodu.

Co radzi pan tym, którzy chcieliby powtórzyć pana sukces w kolejnych wyborach samorządowych?

W zasadzie tylko jednego – niech słuchają potrzeb mieszkańców i robią, co do nich należy.

>>> Zobacz życiorys i dokonania Wojciecha Szczurka