Po Grecji i Irlandii inwestorzy obawiają się bankructwa Portugalii. Czy powstaje efekt domina?

Rzeczywiście, rodzi się niezwykle niebezpieczna panika na rynku. Ale ona powstaje na prośbę samych władz krajów strefy euro, które działają bardzo nieprofesjonalnie. Przecież jeszcze w 2007 r. irlandzki dług publiczny wynosił zaledwie 25 proc. PKB! Z punktu widzenia fiskalnego to było jedno z najbardziej odpowiedzialnych państw na świecie. Ale potem przyszła decyzja irlandzkiego rządu o przejęciu wszystkich długów banków komercyjnych. A trzeba było pozwolić instytucjom finansowym zapłacić za własne grzechy i po prostu dać im zbankrutować. W taki sposób można doprowadzić do upadku każdy kraj. Irlandzki rząd, podobnie jak inne rządy unijne, powinien zatrudnić ekspertów takich banków inwestycyjnych jak Rothschild czy Blackstone, a nie polegać na własnych urzędnikach!

>>> Polecamy: Irlandia i Grecja: dwie drogi wiodące do bankructwa

Niemcy chcą wprowadzić mechanizm, przez który inwestorzy poniosą część strat w razie bankructwa danego kraju. Czy to spowoduje, że rynki finansowe będą się zachowywały bardziej odpowiedzialnie?

Pomysł jest dobry, ale sposób jego wprowadzenia w życie przez Angelę Merkel fatalny. Takie rzeczy negocjuje się w zaciszu gabinetów. I potem dopiero publikuje oficjalne stanowisko całej UE. Tymczasem Merkel ogłosiła coś, co wzbudza silny sprzeciw w wielu stolicach. Tym samym sama wywołuje panikę na rynku, bo nikt nie wie, co ostatecznie zdecyduje Bruksela. Do tego stopnia, że eksperci obawiają się nawet bankructwa Hiszpanii, gdyby inwestorzy nie chcieli kupować obligacji tego kraju w obawie przed załamaniem jego finansów.

Hiszpania nie może zbankrutować?

To kraj o zasadniczo zdrowym systemie bankowym, z wyjątkiem kas regionalnych, które wymagają dofinansowania. Nie ma zbyt dużego długu publicznego. Jednym słowem nie widzę powodu, aby groziło mu bankructwo. Panika finansowa może jednak zmieść i takie państwo. A wówczas nie wiem, kto mógłby mu pomóc.