Klienci mają spore możliwości oszczędzania i zarabiania poza sektorem bankowym. W ostatnim roku na podobne zyski jak na najlepszych lokatach w bankach można było liczyć, kupując obligacje dziesięcioletnie. W pierwszym roku ich oprocentowanie wynosiło 6,25 proc. Po tym czasie można je sprzedać na giełdzie, ale jeśli się na to nie zdecydujemy, to oprocentowanie będzie zależało od inflacji i marży odsetkowej (3 proc.).

Większe zyski od depozytów bankowych przyniosły też lokaty w SKOK. – Najczęściej oprocentowanie jest wyższe o 1 – 2 pkt proc. Żadna spółdzielcza kasa nie proponuje depozytów z oprocentowaniem niższym niż aktualna inflacja – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Zakładając przed rokiem depozyt w SKOK Stefczyka, na czysto, czyli po uwzględnieniu inflacji i zapłaceniu podatku od zysków kapitałowych, można było zarobić ponad 3 proc.

>>> Czytaj też: Roczne lokaty w SKOKach dają nawet 7,5 proc., ale czy są bezpieczne?

Trzeba jednak pamiętać, że SKOK nie korzystają z gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Mają one własny system zabezpieczania oszczędności klientów przed bankructwem kas, który jednak nie ma wsparcia państwowego.

Ponad 6,25 proc. można było zarobić na jednostkach funduszy obligacyjnych. Jeśli chcemy zarabiać więcej, to eksperci proponują struktury, czyli lokaty z gwarancją kapitału.

– Część pieniędzy inwestowana jest w bezpieczne instrumenty, czyli np. obligacje, aby zagwarantować zwrot kapitału, a za niewielką część kupowane są opcje, które są bardzo ryzykownym instrumentem, ale też mogą dać bardzo duże zyski – mówi Marcin Krasoń z Open Finance.

Skutek jest taki, że w ciągu ostatniego roku można było na takich lokatach zarobić na czysto ponad 10 proc. Porównywalny zysk mogą dać też obligacje emitowane przez poszczególne firmy. Oprocentowanie papierów dłużnych firmy Green House Development wynosiło 17 proc., co po odjęciu wszystkich kosztów daje ponad 10 proc. zysku.

– Takie obligacje są najczęściej zabezpieczone na majątku firmy, która je wyemitowała, ale nie ma co ukrywać, że jest to dość ryzykowny instrument – mówi Roman Przasnyski z Open Finance.

Najbardziej ryzykowne, ale też dające szanse na największy wzrost, są inwestycje giełdowe. W ostatnim roku WIG20 wzrósł o ponad 11 proc. Ale były i spółki, które dały zarobić dużo więcej. Akcje PKN Orlen zdrożały w ostatnich 12 miesiącach o prawie 45 proc., co po zapłaceniu podatku Belki i uwzględnieniu inflacji daje 33-proc zysk z inwestycji.

Giełda jednak nie jest przeznaczona dla wszystkich ciułaczy. Ostatni kryzys pokazał, że akcje w krótkim czasie mogą dużo stracić na wartości.

– Spodziewam się jednak, że część pieniędzy odpłynie z lokat bankowych i zostaną przeznaczone na zakup akcji albo jednostek funduszy inwestycyjnych – mówi Piotr Kuczyński z firmy Xelion.

Bankowcy zdają sobie sprawę, że inwestowanie w inne instrumenty niż lokata bankowa może przynieść większe zyski.

– Największą zaletą lokaty jest jej bezpieczeństwo. To decydujący czynnik, który wpływa na decyzje Polaków – mówi Norbert Jeziolowicz ze Związku Banków Polskich.

PRAWO

Obligacje korporacyjne

W przypadku bankructwa firmy, która wyemitowała obligacje korporacyjne, ich nabywcy ustawiają się w długim łańcuszku osób fizycznych i firm, które mają roszczenia finansowe do przedsiębiorstwa. Na początku zaspokajane są roszczenia banków, których kredyty są zabezpieczone hipoteką, pracowników, oraz urzędów skarbowych i ZUS. W lepszej sytuacji są posiadacze obligacji zabezpieczonych na konkretnej nieruchomości. W przypadku bankructwa syndyk masy upadłościowej sprzedaje nieruchomość i w pierwszej kolejności zaspokaja roszczenia posiadaczy obligacji.