Obecnie na Giełdzie Papierów Wartościowych notowane są akcje tylko jednej węgierskiej spółki. To koncern paliwowy MOL, który wprowadził swoje walory na warszawski parkiet w 2004 roku. Obecność na czwartym po Budapeszcie, Luksemburgu i Londynie rynku miała mu zapewnić większą płynność i lepszy dostęp do kapitału.

W ślady MOL mogą już niedługo pójść inne węgierskie firmy. Powodem jest nacjonalizacja funduszy emerytalnych, którą zapowiedział rząd w Budapeszcie. Będzie to cios dla węgierskiej giełdy, bo pozbawi ją dopływu kapitału. W efekcie na parkiecie w Budapeszcie zmaleje popyt na akcje, co spowoduje, że trudniej będzie uplasować nowe oferty czy przeprowadzić IPO.

– Jest to niewątpliwe szansa dla polskiej giełdy na zainteresowanie węgierskich spółek rynkiem w Warszawie – mówi Jarosław Lis, zarządzający w Union Investment TFI.

Siła przyciągania

Wiesław Rozłucki, były prezes giełdy, ostrzega jednak, że będzie to trudne wyzwanie. Według niego tylko dwa rynki (Londyn dla Europy i Nowy Jork dla Ameryki Łacińskiej) mają taką siłę przyciągania, że obroty w handlu akcjami zagranicznych spółek są na nich większe niż w przypadku ich macierzystych parkietów. Wyjątkiem są państwa, w których giełda jest słabo rozwinięta. Przykładem jest choćby Ukraina. Dlatego węgierskie firmy musiałyby bardzo mocno odczuć brak kapitału, by skusić się na pojawienie się w Warszawie.

Nacjonalizację funduszy emerytalnych ogłosił tydzień temu minister gospodarki Węgier Gyorgy Matolcsy. Jeśli obywatele nie zgodzą się na przekazanie do budżetu aktywów ze swoich kont, to stracą prawo do państwowej emerytury. W praktyce oznacza to, że całość środków, czyli 14,6 mld dol., które są obecnie zarządzane przez fundusze emerytalne, trafi do węgierskiego budżetu. Spora części tych środków jest ulokowana właśnie na giełdzie, bo najpopularniejsze subfundusze wzrostu (węgierski system emerytalny jest multifunduszowy) musiały inwestować w akcje co najmniej 40 proc. środków.

– Pytanie, co stanie się z tymi aktywami. Może powstać państwowy fundusz, który będzie je sprzedawał – ocenia Robert Soos, analityk węgierskiego oddziału X-Trade Brokers.

Debata o OFE

Analitycy podkreślają, że szybka wyprzedaż akcji negatywnie wpłynie na ich rynkową wycenę. To zaś może być kolejną przyczyną do zainteresowania się obecnością na innych parkietach niż węgierska giełda.

Analitycy ostrzegają, że podobne problemy, jakie w przyszłym roku spotkają giełdę w Budapeszcie, może także mieć GPW. W Polsce toczy się debata nad przyszłością OFE. – Jeśli nasz rząd pójdzie w ślady Węgier, to zmarginalizuje rolę warszawskiej giełdy i spowoduje, że zniknie silny popyt na akcje, który jest obecnie generowany przez fundusze emerytalne – ostrzega Jarosław Lis.

Dodaje, że gdyby się tak stało, to polskie spółki musiałyby szukać kapitału na zagranicznych rynkach. Taką możliwość miałyby jednak tylko większe podmioty, które stać na wprowadzenie swoich akcji na zagraniczny parkiet. Natomiast mniejsze spółki musiałyby pozostać na rynku krajowym i konkurować między sobą o dostęp do środków TFI.