W Azji zwyżka trwała trzecią sesję z kolei, ale dynamika zwyżki wyraźnie osłabła. Nikkei wzrósł o 0,1 proc., Kospi o 0,4 proc., a Szanghai Composite nawet nieznacznie spadł. Cała trójka rozpoczęła też sesje wyżej niż ją zakończyła, zatem można mówić o zaznaczającej się powoli przewadze sprzedających pragnących zrealizować zyski przed końcem tygodnia.
Czy ten scenariusz powtórzy się w Europie? Jest to prawdopodobne, jeśli przyjąć, że ostatnie imponujące wyczyny byczej części inwestorów były obliczone na krótkoterminowe impulsy wzrostowe. Najważniejszymi czynnikami wspierającymi popyt na rynku akcji są wydarzenia na rynku długu, a tam udało się Portugalii sprzedać bony, a Hiszpanii obligacje, zaś ECB zgodnie z nadziejami utrzymał linie kredytowe dla europejskich banków na kolejny kwartał. Jeśli jednak tylko pod to toczyła się wzrostowa gra, to moment realizacji zysków zbliża się z każdą godziną.

Jej wybicie mogą opóźnić dzisiejsze dane. Chodzi o indeksy PMI dla sektora usług. O ile w Europie większe znaczenie przypisuje się danym z sektora produkcji, to w Stanach sektor usług ma większe znaczenie dla gospodarki. W USA indeks ISM poznamy dopiero o 16:00 i - biorąc pod uwagę ostatnią poprawę na rynku pracy - powinien to być dobry odczyt. Wcześniej (14:30) poznamy liczbę nowych miejsc pracy w amerykańskiej gospodarce. Ekonomiści rozzuchwaleni ostatnimi sukcesami gospodarczymi oczekują, że liczba ta wyniosła 145 tys. Tylko przekroczenie tych oczekiwań może utrzymać dobre nastroje, bo samo ich spełnienie jest już wliczone w ceny.

Inwestorzy nadal muszą dzielić swoją uwagę także na rynek długu. Bloomberg donosi dziś rano o wzroście cen CDS'ów dla największych włoskich banków (w tym UniCredito) i przypomina, że 14 grudnia parlament głosuje votum zaufania dla rządu. Niepewność polityczna w Rzymie może przełożyć się na rynek długu, ten zaś pozostaje newralgicznym punktem całego rynku finansowego. Włochy mogą zaś w najbliższych dniach stać się więc krajem szczególnie często wymienianym na czołówkach gazet. Inwestorzy wtedy szybko przypomną sobie, że wczorajsze decyzje ECB nie są żadną zmianą, lecz jedynie utrzymaniem status quo, które nie zapobiegło przecież kłopotom Irlandii czy Portugalii.

I na koniec jeszcze jedna depesza Bloomberga - agencja przypomina, że Islandia zamiast ratować banki kosztem podatników pozwoliła na ich upadłość kosztem obligatariuszy. W efekcie jej stopa bezrobocia będzie w przyszłym roku o 5 pkt proc. niższa niż strefy euro, a w 2012 r. budżet wypracuje nadwyżkę budżetową, na co nie zanosi się w żadnym kraju europejskim.