Czy opłaca się być blondynką? Oczywiście. Najlepiej młodą, bez nałogów, która nigdy nie miała trwałej ani nie farbowała włosów. Za 30-centymetrowy warkocz można dostać 500 dol. Powstały już nawet specjalistyczne portale internetowe, przez które właściciel może sprzedać włosy bezpośrednio kupcowi. Wystarczy wrzucić w internetową wyszukiwarkę np. hasło „human hair prices” i szybko trafimy na jeden z internetowych bazarów z włosami. Ze zdjęciami i dokładnym opisem.

Rynek włosów naturalnych, nie tylko tych w najjaśniejszych odcieniach, przeżywa renesans. Kiedy w latach 60. do sprzedaży weszły tańsze włosy z tworzyw naturalnych, przeżył chwilowe załamanie, ale szybko się okazało, że sztucznych włosów nie da się układać tak dobrze jak naturalnych. Trudno też przy ich pomocy przedłużać prawdziwą fryzurę. Popyt na takie usługi jest coraz większy, od kiedy długowłose blondynki znów są popkulturowym ideałem kobiecości. Złote fryzury są w zasięgu ręki, a gwiazdki takie jak Paris Hilton bez zahamowań przyznają, że ich jasne loki to nie do końca dar natury.

Dziś w USA salony liczą sobie od 500 do 3 tys. dol. za przedłużanie i zagęszczanie fryzury prawdziwymi włosami. Dopinane treski kosztują od 200 do 400 dol. Great Lenghts, włoska firma, która dostarcza włosy na rynek amerykański, szacuje, że jest on wart 250 mln dol. rocznie, czyli około 3 proc. całego rynku produktów do pielęgnacji włosów. Biznes jest zdecydowanie na wznoszącej, rośnie także rynek europejski.

Większość włosów pochodzi z Chin i Indii. Te są jednak zazwyczaj grube i czarne, nie wyglądają więc naturalnie na znacznie delikatniejszych włosach białych kobiet. Najbardziej poszukiwane są tzw. dziewicze włosy, czyli niefarbowane i nigdy niepoddawane zabiegom chemicznym. Takich na Zachodzie w zasadzie nie ma, a w krajach rozwijających się jest o nie coraz trudniej. Dlatego coraz częściej do gry wkracza Rosja. Na przykład w Mosalsku (w obwodzie kałuskim), jednym z rosyjskich centrów handlu włosem, za 40-centymetrowy warkocz blondynka dostanie 50 dol., kilkakrotnie mniej, niż wynosi cena na internetowych giełdach. Średnia miesięczna pensja to 300 dol. Sprzedaż rosnących w tempie 2 – 3 cm rocznie włosów to dla nich świetna okazja do podreperowania domowego budżetu.

Popyt na jasne włosy prawdopodobnie szybko nie minie. Coraz więcej badań potwierdza bowiem, że blondynkom jest w życiu po prostu łatwiej. Według angielskiego czasopisma naukowego „Economic Letters” zarabiają na przykład o 7 proc. więcej niż reszta kobiet. Częściej poślubiają także bogatych mężczyzn – mąż blondynki zarabia średnio o 6 proc. więcej niż brunetki czy rudzielca. Tylko w Wielkiej Brytanii jasne włosy dodają 1,6 tys. funtów rocznie do średniej brytyjskiej pensji. Wyniki ich badań potwierdzili też naukowcy z australijskiego Uniwersytetu Queensland. Przepytali 13 tys. kobiet i stwierdzili, że nawet w grupie kobiet o podobnej wadze, wzroście czy wykształceniu blondynka zawsze zarabia najlepiej.