Bill i Melinda Gates stworzyli najbogatszą prywatną fundację na świecie – dysponującą majątkiem 36,6 mld dol., której celem jest uratowanie milionów ludzkich istnień, wyplenienie chorób oraz zwycięstwo nad nędzą i głodem. Ich dzieło przypomina połączenie jednej z agend ONZ z raczkującą firmą technologiczną: nikt nie nosi krawata, a ekipa jest radośnie międzynarodowa. Jednak zamiast komputerowych maniaków znajdziemy tu lekarzy lub specjalistów od technologii sadzenia roślin.

Na co dzień fundacją kieruje z Seatlle jeden z weteranów Microsoftu Jeff Raikes. Ma zwyczaj zaczynania każdej odpowiedzi od miłego dla rozmówcy: „To jest bardzo dobre pytanie”. Wspomina, że kiedy przenosił się z MS, wszyscy ostrzegali go, że wchodzi w zupełnie inny świat, że fundacja będzie pełna nadwrażliwych osób i że zabraknie mu przesłanek, by ocenić ich sukces lub porażkę. Ale, jak zauważa teraz Raikes, kierowanie fundacją jest podobne do przewodznia firmie: trzeba zarządzać organizacją, wyznaczać cele, domagać się dowodów i liczb potwierdzających przeczucia, rozwijać idee, które zmienią świat. – Microsoft opiera się w całości na pracy intelektualnej. Tak samo jak fundacja – mówi. Tworzący ją zespół pracuje więc nad wszystkim: od wynalezienia szczepionki przeciw HIV po stworzenie odpornej na suszę odmiany ryżu.

Ryzyko i eksperymenty

Fundacja Gatesów ruszyła w 1994 roku. Naprawdę duże pieniądze napłynęły do niej od samego Gatesa w 2000 roku, wsparte od tego czasu przez kolejne miliardy od jego przyjaciela i partnera do brydża, inwestora miliardera Warrena Buffetta.

Sprawy, którymi zdecydowała zająć się fundacja – zdrowie, rozwój i edukacja – są w kręgu zainteresowania innych organizacji. Pracują nad nimi gigantyczne instytucje, takie jak Bank Światowy czy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a także państwowi darczyńcy, wydziały uniwersyteckie i prywatne fundacje charytatywne na całym świecie. Co więc Gates i jego żona Melinda chcą wnieść nowego? Uważnie przyglądają się obszarom, które w ich przekonaniu są zaniedbywane. Inwestują pieniądze w poszukiwania szczepionek nie tylko na HIV, ale i na malarię, są zaangażowani w próbę ostatecznego wyplenienia polio. W tym sensie fundacja zachowuje się jak firma, szukając nisz na rynku. Jednak przede wszystkim fundacja Gatesów odzwierciedla niestrudzoną energię jej założyciela oraz jego determinację, by przenieść optymistyczną wizję, pęd i technologiczny talent, który ukształtował Microsoft, na zupełnie nowe obszary.

O ile wiele organizacji charytatywnych i departamentów rządowych działa w sposób powolny i zbiurokratyzowany, fundacja prowadzona jest jak fundusz venture capital. Gates i jego zespół przyglądają się ryzykownym przedsięwzięciom, które mogliby wesprzeć, przekonani, że warto przyjąć podejście „wysokiego ryzyka, wysokiego zwrotu”, by zwalczyć niektóre z najgorszych problemów globalnego zdrowia i rozwoju.

Warren Buffett powiedział o fundacji: „Jeżeli odnosimy same sukcesy, oznacza to, że przegrywamy, bo nie podejmujemy ryzyka”. Podejście przez nią do problemów najlepiej obrazuje praca nad szczepionką na HIV: finansuje najbardziej eksperymentalne programy, które nie mają szans na otrzymanie wsparcia państw. Jak choćby mikrobicydowy spray dla kobiet. Raikes przekonuje, że choć lek ten może nie spełnić pokładanych w nim nadziei, to „nawet jeżeli poniesiemy porażkę, możemy się z niej czegoś nauczyć i budować na tym dalej”. Jak przekonuje, typowy inwestor venture capital w Dolinie Krzemowej może wspierać 10 przedsięwzięć. – Większość z nich upadnie, ale jedno może okazać się strzałem w dziesiątkę – mówi.

>>> Polecamy: Najbogatsi ludzie USA: Bill Gates i Warren Buffet nadal na czele

Nie każdy akceptuje podejście Gatesa. Niektórzy uważają, że jest on zbyt skoncentrowany na technologii, która ma rozwiązać wszelkie problemy. Kiedy założyciel Microsoftu mówi o fundacji i jej priorytetach, staje się jasne, że jego wyobraźnia krąży przede wszystkim wokół tematu poszukiwania nowych lekarstw i szczepionek.

Melinda Gates jest jednak mocno zaangażowana w program rozwojowy. Pod pewnymi względami stała się ona łagodniejszą twarzą fundacji: nieustannie lobbuje w ONZ za promocją jej celów i często jeździ do krajów rozwijających się. Choć pracownicy nie chcą różnicować priorytetów dwojga szefów, istnieje przekonanie, że żona twórcy Microsoftu uznała stronę rozwojową za swoją. Wsparła np. inicjatywę zredukowania śmiertelności niemowląt w Indiach, zachęcając matki, by wcześniej zaczęły karmić nowo narodzone dzieci (zwyczajowo matki i dzieci są początkowo rozdzielone).

Wciąż jednak nie ma wątpliwości, że fundacja nosi na sobie piętno Gatesa. Jednym z efektów biznesowego podejścia jest stworzony przez fundację Grand Challanges Fund, w którym ludzie z dobrymi pomysłami badawczymi mogą się ubiegać o początkowy kapitał w wysokości miliona dolarów. Z tego funduszu pieniądze popłynęły na takie projekty, jak guma do żucia, która ma umieć wykryć w ślinie pasożyta wywołującego malarię, oraz elektroniczny nos, który w oddechu potrafi wyczuć prątki powodujące gruźlicę.

Gates mówi, że jedną z rzeczy, która łączy jego pierwszą rolę, twórcy MS, i jego nowe życie filantropa, jest przyjemność zatrudniania superinteligentnych ludzi i stawiania przed nimi najbardziej wymagających wyzwań technologicznych świata.

Brak przełomowego sukcesu

Jednak na razie fundacja nie może wskazać jednego przełomowego odkrycia, które byłoby już zawsze łączone z jej nazwą, tak jak Zielona Rewolucja w rolnictwie jest kojarzona z Fundacją Rockefellera. Do tej pory wydała 4,5 mld dol. na badania nad szczepionkami, ale magicznego pocisku przeciwko HIV lub malarii jak na razie nie znaleziono.

>>> Czytaj też: Obłóżcie mnie i mojego syna podatkami dochodowymi – mówi ojciec Billa Gatesa

Gates tłumaczył oczywiście, że wiele z prac badawczych przez nią finansowanych może przynieść owoce dopiero po ponad dekadzie – i przeznaczył kolejne 10 mld dol. na badania nad szczepionkami. Nawet teraz jednak fundacja może twierdzić (i robi to), że uratowała życie milionów dzieci, zwiększając po prostu dostawy już istniejących leków przeciwko śmiertelnie groźnym chorobom.

W ciężkich dla USA i świata zachodniego czasach trudno nie opuścić biura fundacji Gatesa bez odrobiny optymizmu. Stanowi ona przykład bardzo typowej dla Zachodniego Wybrzeża mieszanki optymistycznego spojrzenia w przyszłość, internacjonalizmu i wiary w postęp technologiczny.

Jednak opuszczając Seattle, zastanawiałem się, czy fundacja nie reprezentuje również wizji świata, który odchodzi. W starym porządku idee, pieniądze i doświadczenie płynęły ze świata zachodniego do rozwijającego się. W najbliższych dekadach, jak to chętnie przyznaje sam Gates, większość dynamiki będzie pochodziła z drugiej strony Oceanu Spokojnego.