Na Catalyst notowane są obligacje m.in. dziesięciu banków spółdzielczych. Cztery z nich wypłacają odsetki w grudniu, trzy kolejne w styczniu. Oprocentowanie obligacji sięga do 7 do 8 proc. w skali roku. To więcej niż najlepsza lokata bankowa (6,79 proc., ale pieniądze w banku trzeba zamrozić na dwa lata) i znacznie więcej niż przeciętny depozyt dostępny obecnie na rynku (3-5 proc.). Wziąwszy pod uwagę, że w obu wypadkach (lokat i obligacji spółdzielczych) spłatę zobowiązań gwarantują banki podlegające nadzorowi KNF, można powiedzieć, że pod względem bezpieczeństwa lokaty bankowe i obligacje banków reprezentują zbliżony poziom (choć tylko lokaty są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny).

Oprócz oprocentowania, obligacje banków spółdzielczych – a także większości innych podmiotów notowanych na Catalyst – mają także inne zalety w porównaniu do lokat bankowych. W obecnej sytuacji do takich należy zaliczyć sposób naliczania odsetek. W większości przypadków jest ono zmienne, a jego wysokość zmienia się w zależności od stóp WIBOR (według wzoru WIBOR plus marża). Czyni to z nich instrumenty dogodne do ochrony oszczędności przed skutkami inflacji (przy założeniu, że WIBOR rośnie, gdy rośnie inflacja). Jest to cecha u obligacji pożądana w okresie, kiedy oczekiwane są zarówno podwyżki stóp procentowych jak i wzrost inflacji w przyszłym roku.

Cechę tę posiadają także obligacje gmin, które pod względem bezpieczeństwa niewiele ustępują obligacjom skarbu państwa. W grudniu odsetki wypłaca gmina Kórnik, która płaci 6,24 proc. (według wzoru WIBOR6M plus 2,25 proc. marży) i Ustronie Morskie, która prześle odsetki na konta obligatariuszy dokładnie w wigilię w wysokości 5,83 proc. w skali roku (według wzoru WIBOR3M plus 2 pkt marży). Ustronie są póki co jedyną gminą, która odsetki wypłaca raz na kwartał. Większość innych gmin wypłaca co pół roku odsetki, których wysokość obliczona jest według wzoru WIBOR6M plus 2 pkt proc. marży. Wyjątkami są Połczyn Zdrój, który płaci 3 pp marży, i Warszawa, która wypuściła obligacje o stałym oprocentowaniu.

W przypadku obligacji komercyjnych celem inwestycji nie jest tylko ochrona oszczędności przed inflacją, ale też osiągnięcie przyzwoitego zysku. Papiery notowane na Catalyst dają taką możliwość, rzecz jasna za cenę ryzyka. Rekordowo wysokie odsetki płaci Green House Developent, którego obligatariusze w kwietniu przyszłego roku otrzymają zwrot zainwestowanej kwoty powiększonej o 17 proc. W większości przypadków oprocentowanie obligacji komercyjnych oscyluje wokół 10-12 proc. w przypadku papierów o oprocentowaniu zmiennym. Ceną za perspektywę lepszych stóp zwrotu jest oczywiście wyższe ryzyko.

Czy to się opłaca?

Paradoksalnie, w miarę jak zbliża się moment wypłaty odsetek z obligacji, atrakcyjność ich zakupu stopniowo spada. A to ze względów podatkowych. Dochody odsetkowe podlegają bowiem opodatkowaniu (podatek od zysków kapitałowych wynosi 19 proc.), a inwestorzy otrzymują odsetki pomniejszone o podatek od zysków. Tymczasem cena płacona przez nabywców obligacji powiększona jest o tzw. odsetki skumulowane i może się zdarzyć tak, że nabywca zapłaci za daną obligację np. 30 złotych powyżej ceny nominalnej, podczas gdy wypłacone odsetki wyniosą 24 złote netto (przy oprocentowaniu 6 proc. płatnym raz na pół roku i nominale obligacji wynoszącym 1000 PLN). Zatem inwestycja krótkoterminowa obliczona wyłącznie na otrzymanie odsetek, które mają zostać wypłacone w najbliższych dniach, niekoniecznie musi okazać się zyskowna. Pewniejsze dochody można osiągać kupując obligacje zaraz po tym jak odsetki zostaną wypłacone i trzymając papiery do następnej wypłaty odsetek, lub sprzedając je niewiele przed tym dniem. W ostatnich dniach stopy WIBOR wzrosły, co oznacza, że odsetki w przyszłych okresach odsetkowych mogą być wyższe niż te, które są płacone obecnie.

Trzeba przy tym pamiętać, że prawo do wypłaty odsetek jest przyznawane na sześć dni roboczych przed ich wypłatą.

Bez wątpienia minusem rynku Catalyst wciąż pozostaje też jego płynność. Na niektórych papierach przez szereg dni nie tylko nie są zawierane żadne transakcje, ale brakuje nawet ofert kupna i sprzedaży. Stopniowo jednak – pamiętajmy, że mówimy o rynku, który istnieje dopiero od 14 miesięcy – płynność poprawia się, a transakcji zawieranych jest coraz więcej. Im więcej inwestorów będzie interesowało się rynkiem obligacji, tym szybciej problem niskiej płynności będzie eliminowany.