Atmosfera w strefie euro staje się coraz bardziej nerwowa. Temperaturę podgrzewają politycy, którzy rozgrywają euro z wdziękiem trzecioligowej drużyny piłkarskiej.

Jeszcze kilka lat temu ta gra miała żelazne zasady. Jedną z najważniejszych była przyszłość strefy euro. Jeżeli pojawiały się dywagacje na temat rezygnacji ze wspólnotowej waluty, tak jak kilka lat temu we Włoszech, to ich autorem był polityczny folklor.

Sytuacja się zmieniła i teraz wspólna waluta nie jest już tematem tabu. Na razie politycy dyskutują pod dywanem, ale coraz częściej informacje wydostają się na zewnątrz.

Tak jak podczas październikowego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli, kiedy kanclerz Niemiec Angela Merkel miała zagrozić wyjściem ze strefy euro. Nie można wykluczyć, że słowa Merkel to efekt impulsu, bo grecki premier Papandreu podobno powiedział coś o niedemokratycznym zachowaniu Niemiec.

Kilka miesięcy wcześniej miał miejsce podobny incydent, z tym że wyjściem ze strefy groził prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Rzecz się wydarzyła podczas majowego spotkania unijnych przywódców. Oficjalnie jednak politycy zaprzeczali, podobnie jak w przypadku incydentu z Papandreu.

>>> Czytaj też: "NYT": Polska zyskuje dzięki nieobecności w strefie euro

Być może groźby Merkel i Sarkozy’ego padły tylko po to, by osiągnąć doraźne korzyści polityczne. Jednak nigdy wcześniej nikt poważny nie wyciągał tak potężnych armat.

Teraz na ten temat wypowiadają się filary Europy – Niemcy i Francuzi. Być może Merkel chce tylko osłabić wspólną walutę, bo Niemcy żyją z eksportu, a dzięki słabemu euro ich towary są bardziej konkurencyjne. Całkiem możliwe, że dywagacje na temat euro to tylko element wojny walutowej między potęgami gospodarczymi świata: Amerykanie osłabiają swój pieniądz, drukując miliardy dolarów, a Niemcy osłabiają euro, sugerując niepewną przyszłości wspólnej waluty.

Równie dobrze może być to jednak coś poważniejszego: przygotowywanie rynków do nieuniknionych zmian, czyli do powrotu do walut narodowych. Strefa euro to konstrukcja polityczna, która dobrze funkcjonuje w czasach prosperity, natomiast w okresie niepokoju okazuje się niewydolna. Mechanizmy gospodarcze łączące poszczególne państwa strefy są zbyt słabe. Całkiem możliwe, że politycy już to wiedzą i teraz chodzi tylko o to, by stopniowo do tej brutalnej prawdy przygotować rynki.