Nie ma się co dziwić, bo mają co świętować. Według danych GUS za pierwsze trzy kwartały wyniki finansowe przedsiębiorstw uległy poprawie w porównaniu z tymi uzyskanymi przed rokiem. Przychody z działalności wzrosły o 4 proc. do 1,47 bln zł, zysk netto natomiast zwiększył się o 4,2 proc. do 79 mld zł.

>>> Czytaj też: Rusza sezon na firmowe imprezy - jak na tym zarobić?

– Nasze przychody wzrosły z 360 mln do 400 mln zł. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować wigilię dla naszych kontrahentów w warszawskim hotelu Bristol. Impreza została przygotowana na ponad 150 osób – mówi Piotr Czorniej z Exim Tours.

Z rozmachem świętuje też Jeronimo Martins, właściciel sieci Biedronka. – Firma się rozrasta. Kilka lat temu w spotkaniu świątecznym brało udział 500 osób. W tym roku będzie około tysiąca – mówi Anetta Jaworska-Rutkowska z Jeronimo Martins.

Dodaje, że oprócz tego dziewięć centrów dystrybucyjnych planuje własne imprezy świąteczne. – Nie mogę ujawnić, ile pieniędzy wydamy na ten cel. Mogę tylko powiedzieć, że budżet rośnie. Największym wyzwaniem jest znalezienie lokalu, który pomieści wszystkich gości. Koszty to sprawa drugorzędna – dodaje Anetta Jaworska-Rutkowska.

Na większą skalę imprezę zaplanowała też sieć Rossmann. W czterogwiazdkowym hotelu Anders spotkało się ok. 300 osób. Oprócz tego każdy z 500 sklepów w sieci otrzymał budżet na zorganizowanie spotkania dla swoich pracowników.

Lepsza kondycja firm sprawia, że już od połowy listopada restauracje przeżywają oblężenie. Większość z nich, zwłaszcza tych dysponujących dużymi salami na 200 – 300 osób, musi już odmawiać klientom.

– Największym powodzeniem cieszą się piątki. Dysponujemy już tylko jednym wolnym terminem weekendowym – wyjaśnia Magdalena Kaczorowska z warszawskiego Club Fair Play.

Popyt na imprezy wigilijne potwierdza też Anna Uchyła, kierownik Zajazdu Mihałufka z miejscowości Skępe. – Organizujemy duże imprezy, średnio na 100 gości – mówi.

Imprez jest nie tylko dwa razy tyle co przed rokiem, ale też są one przygotowywane na większą skalę.

O tym, że wzrosły budżety, świadczy także menu. Obok tradycyjnych polskich potraw na stoły trafiają sandacze, sumy, łososie czy krewetki w cieście. Zagraniczne korporacje wzbogacają menu o dania charakterystyczne dla kraju, z którego się wywodzą. Do tego oczywiście alkohol leje się strumieniami.