W lipcu Komisja Europejska przeprowadziła stress testy największych unijnych banków. Mają one jednak zostać ponowione w lutym. Dlaczego?

Poprzednie testy były zdecydowanie zbyt łagodne. Takie banki jak Allied Irish Banks i Bank of Ireland przeszły bez problemu lipcowy egzamin, a dziś okazuje się, że są na skraju bankructwa. Dlatego na rynkach finansowych Europy zapanowała niepewność. Nikt nikomu nie chce pożyczać, bo nie wiadomo, jaka jest realna kondycja banków i czy zdołają one oddać otrzymany kredyt. Jest np. pewne, że hiszpańskie banki poniosły ogromne straty z powodu pęknięcia bańki nieruchomościowej. Co nie zmienia faktu, że tak naprawdę nie wiadomo, które konkretnie instytucje mają największe kłopoty, jaka jest konkretnie skala tych kłopotów i jakie powinny być zaaplikowane rozwiązania pomocowe. Efekt jest taki, że wszystkie banki Hiszpanii cierpią z powodu braku zaufania. Rynek nie rozróżnia tych, które są w relatywnie dobrej kondycji, od realnych bankrutów.

I badanie kondycji banków załatwi sprawę? Odbuduje zaufanie?

Komisja Europejska nie opublikowała szczegółów nowych założeń. Wiadomo jednak, że banki zostaną wystawione na o wiele surowsze symulacje makroekonomiczne. Wprowadzono niższe wskaźniki bezrobocia dla banków z poszczególnych krajów z uwzględnieniem ich specyfiki, większy spadek PKB. Dla każdego kraju osobno. Kolejna różnica: zostanie uwzględniona możliwość bankructwa niektórych państw strefy euro. Banki, które posiadają obligacje Grecji czy Irlandii, będą musiały pokazać rezerwy na wypadek niewypłacalności tych państw. Uwzględniony będzie scenariusz braku płynności banków, czyli to, co spotkało ostatnio banki irlandzkie. Choć niektóre z nich były w dobrej kondycji, nikt im nie chciał pożyczać pieniędzy z powodu ogólnego braku zaufania. Skutek był taki, że w pewnym momencie zabrakło im gotówki.

>>> Czytaj także: Irlandzkie banki to wciąż gorący kartofel

Czy testy ujawnią skalę złych długów w Europie?

Obejmą one 82 największe banki Unii. Dzięki temu powinniśmy mieć jasność, nie tylko jak duża jest realna skala złych długów, ale także gdzie się one znajdują. Na razie oceny są tu bardzo różne: część ekonomistów mówi o jednym, a nawet dwóch bilionach euro pożyczek nie do odzyskania. Oczywiście największy znak zapytania dotyczy Hiszpanii i Irlandii z powodu załamania rynku nieruchomości. Jednak przez wiele ostatnich lat hiszpański bank centralny starał się wymusić na bankach komercyjnych utrzymywanie poważnych rezerw zabezpieczających. Być może więc sytuacja tamtejszych banków wcale nie będzie tak zła i zdołają one wypełnić normy porozumienia z Bazylei 3 (udział kapitałów własnych w stosunku do udzielonych kredytów na poziomie przynajmniej 6 proc.). Przykre niespodzianki mogą natomiast dotyczyć banków niemieckich i francuskich, które dużo pożyczały bankom hiszpańskim. Pytanie, czy pożyczały tym dobrym, czy tym złym.