Najludniejszy kraj Afryki, bogata w złoża ropy naftowej Nigeria, jest niemal w całości zinfiltrowana przez koncern Shell. Firma jest na tyle suwerenna w swoich działaniach, że wymieniała się danymi wywiadowczymi z Londynem i Waszyngtonem – wynika z opublikowanych przez dziennik „Guardian” depesz z portalu WikiLeaks.

„Shell wydelegował ludzi do odpowiednich ministerstw i stale ma dostęp do wszystkich prac w tych ministerstwach” – cytuje wiceszefową koncernu ds. Afryki subsaharyjskiej Ann Pickard depesza z października 2009 roku. Jej spotkania z ministrami przemysłu naftowego i obrony Nigerii, doradcami prezydenta i wyższymi oficerami sił zbrojnych są określane jako rutynowe. Podczas spotkania z amerykańskim ambasadorem w Abudży Robinem Sandersem Pickard namawiała też do naciskania na Nigeryjczyków w sprawie rezygnacji ze zmian w lokalnym prawie naftowym, które międzynarodowe korporacje interpretowały jako niekorzystne dla siebie.

Brytyjsko-holenderski koncern czuł się do tego stopnia pewny poparcia obu anglosaskich mocarstw Zachodu, że w walce z potencjalną konkurencją (Gazpromem i firmami z Chin) sięgał po wymianę danych wywiadowczych. Powołując się na opłacanych przez siebie ludzi informował Waszyngton, że Abudża w tajemnicy przed Zachodem zamierza zaprosić do współpracy w sektorze naftowym firmy z Rosji i Chin. Brytyjczycy z kolei dzielili się swoją wiedzą na temat ambitnych planów Gazpromu przejęcia wydobycia na polach naftowych, których zasoby oceniane są na 480 mld m sześc., czyli 10 proc. całkowitych rezerw Nigerii.

Zbliżeniu Moskwy i Abudży nie udało się wówczas zapobiec. W czerwcu 2009 roku Gazprom podpisał z nigeryjską państwową spółką naftową NNPC wart 2,5 mld dol. kontrakt na budowę rafinerii, rurociągów i elektrowni gazowych.

To nie wszystko: Shell dostarczał Amerykanom nazwiska nigeryjskich polityków mniej lub bardziej otwarcie sprzyjających rebelii, która tli się w roponośnej Delcie Nigru od lat 90., jak i urzędników, których koncern uznawał za nieudolnych. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że miejscowi rebelianci, uciekając się często do porwań i aktów sabotażu, domagają się, by większa część miliardowych zysków z ropy szła na inwestycje właśnie w bogatych w surowiec, lecz cierpiących biedę prowincji południowo-wschodniej Nigerii.

– Shell i rząd Nigerii to dwie strony jednej monety. Są silniejsi niż rząd, opłacają ludzi ze wszystkich grup społecznych – mówił „Guardianowi” Celestine AkpoBari z Social Action Nigeria. Władze w Abudży odcinają się jednak od tych zarzutów. – To fałszywa interpretacja pojedynczej osoby. Nie sądzę, by ktoś gorzej spał przez te depesze – skwitował rzecznik NNPC Levi Ajuonoma.

Przeplatanie się interesów wielkich korporacji i zachodnich rządów w Trzecim Świecie nie jest niczym nowym. Prywatne armie, korzystając z przyzwolenia władz, pomagały oczyszczać z partyzantów bogate w złoża ropy czy diamentów tereny Angoli i Sierra Leone. Najsłynniejszą interwencją w obronie interesów naftowych koncernów było obalenie przez CIA przy współpracy z brytyjskim MI6 irańskiego premiera Mohammada Mosaddegha w 1953 roku, czyli krótko po tym, jak rząd znacjonalizował irański przemysł naftowy, wcześniej podległy koncernowi Anglo-Iranian (obecnie BP).