Kryzys pozostawił aż 50 mln Amerykanów na bruku. O ile jednak przed 2008 rokiem biedą byli zagrożeni niemal wyłącznie Latynosi, Afroamerykanie, a także ci, którzy nie mieli dobrego wykształcenia, dziś poza nawias społeczeństwa coraz częściej wypada klasa średnia: pracownik banku czy inżynier koncernu samochodowego.

>>> Czytaj też: Rozrzutna Ameryka kontra oszczędna Europa

Jak kryzys wpłynął na poziom biedy w Stanach Zjednoczonych?

Już prawie 15 proc. Amerykanów żyje poniżej progu ubóstwa, czyli poniżej 22,5 tys. dol. rocznego dochodu na czteroosobową rodzinę. Tak wielu osób egzystujących w nędzy nie było od czasu, gdy władze federalne rozpoczęły w 1995 roku prowadzenie statystyk. Oznacza to, że prawie 50 mln Amerykanów nie ma wystarczających środków, aby najeść się do syta. Przed kryzysem w takiej sytuacji było o 8 mln osób mniej. Co gorsza, coraz więcej Amerykanów z trudem utrzymuje się powyżej progu ubóstwa i w każdej chwili może spaść do tzw. poziomu niepewności żywnościowej. Ośrodek analityczny Brookings Institution przewiduje, że zasięg nędzy w nadchodzących dwóch latach będzie jeszcze rósł tak, że obejmie 16 – 17 proc. społeczeństwa. Czy spadnie, to zależy od tego, jak kraj upora się z bezrobociem.

10-proc. bezrobocie nie jest niczym nowym w Europie. Dlaczego Stany Zjednoczone z takim trudem dają sobie z nim radę?

Ameryka nie jest mentalnie przygotowana na wysokie bezrobocie. Przez dziesięciolecia nie przekraczało ono 4 – 5 proc. osób w wieku produkcyjnym. Dziś to 9,8 proc. Co prawda Kongres podwoił (do 52 tygodni) okres, w którym ci, którzy stracili pracę, otrzymują świadczenia, a w niektórych stanach czas ten wydłużono nawet do 99 tygodni. Jednak przepisy te będą jeszcze obowiązywały tylko przez 13 miesięcy. Potem wrócimy do dawnego układu, kiedy subwencje dla bezrobotnych kończą się po 26 tygodniach. Tymczasem bardzo szybko rośnie zasięg strukturalnego bezrobocia. Miliony osób tracą prawo do zasiłków, bo zbyt długo nie mogą znaleźć nowego zajęcia.

Bezrobocie nie jest chyba jedynym powodem, dla którego nędza stała się bardziej powszechna w Ameryce?

Istnieją jeszcze dwie przyczyny. Pierwszą z nich jest załamanie rynku nieruchomości. Dziesiątki milionów Amerykanów wzięło przed kryzysem niskooprocentowane kredyty hipoteczne, na które tak naprawdę nie było ich stać (tzw. subprime). Teraz oprocentowanie skoczyło do góry, podczas gdy wartość domów spadła. Jednym słowem muszą spłacać większą pożyczkę, niż jest warta zakupiona przez nich nieruchomość. Drugą przyczyną nędzy są problemy zdrowotne. Reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych przeforsowana przez Barracka Obamę wejdzie w życie stopniowo. Na razie ok. 50 mln Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia a kolejne 100 mln posiada takie, które nie uwzględnia kosztów ciężkich chorób. Gdy więc ludzie nagle odkrywają, że mają raka, HIV czy poważne schorzenia serca, muszą wydać setki tysięcy, a nawet miliony dolarów na leczenie. Poświęcają na to często wszystko: dom, samochód, oszczędności. W końcu bankrutują.

Kto jest najbardziej zagrożony nędzą w USA?

O ile ok. 10 proc. białych amerykańskich rodzin żyje poniżej progu biedy, to już co czwarta rodzina latynoska i czarna znajdują się w takiej sytuacji. To wynika z jednej strony z gorszej edukacji, z drugiej z tego, że nieproporcjonalnie duża liczba Latynosów i Afroamerykanów pracowała w branżach szczególnie dotkniętych przez kryzys: budownictwie, przemyśle samochodowym. Nowym zjawiskiem jest jednak to, że coraz częściej nie mogą powiązać końca z końcem ci Amerykanie, którzy jeszcze do niedawna należeli do klasy średniej. Kryzys w bankowości, sektorze usług był bardzo gwałtowny. Z dnia na dzień ludzie, którzy zarabiali po 80 – 100 tys. dolarów rocznie, znaleźli się na bruku i mimo wysokich kwalifikacji nie mogą znaleźć nowego zajęcia.

Czy większa nędza oznacza większą przestępczość? Zwykle to w dzielnicach biedy dochodzi do największej liczby napaści i kradzieży.

Co zaskakujące – nie. Przeciwnie, mimo kryzysu poziom przestępczości w USA spada. Nie ma jednak na razie analiz, dlaczego tak się dzieje. Jedną z przyczyn mogą być dodatkowe środki, jakie jeszcze za rządów George'a W. Busha zarówno władze federalne, jak i stanowe uruchomiły na policję. Codziennie idąc do pracy spotykam bezdomnych w Waszyngtonie jest ich wyraźnie więcej niż przed kryzysem. To przeważnie mężczyźni, ale nie są agresywni.

W listopadowych wyborach do Kongresu Demokraci ponieśli klęskę, choć Obama przeforsował powszechny system ubezpieczeń zdrowotnych, a Biały Dom chce poszerzenia systemu zabezpieczeń społecznych. Co jest przyczyną rosnącej popularności Republikanów?

Nasza frustracja. Ludzie wiązali ogromne nadzieje z Obamą. Jednak bezrobocie pozostaje wysokie, Amerykanie czują się niepewnie, obawiają się utraty dochodów. Są zawiedzeni i szukają innych łatwych rozwiązań. Innym problemem jest wychowanie w USA. Dzieciom wpaja się, że sukces zawodowy zależy od nich samych, a nie od państwa. Dlatego Amerykanie mają tendencję do traktowania nędzy jako czegoś wstydliwego, dowodu osobistej porażki i niezdarności. Uważają takich ludzi za przegranych. Dlatego problem nędzy w ogóle nie pojawił się w listopadowej kampanii wyborczej.

Europa wybrała inny model rozwoju, w którym zabezpieczenia socjalne są większe. Niektóre kraje, jak Niemcy, potrafią mimo tych obciążeń utrzymać w miarę wysoki wzrost gospodarczy. Czy Amerykanie nie zastanawiają się nad tym, że być może warto czerpać z tego wzorca?

Elita z pewnością tak. W USA powstaje coraz więcej analiz europejskiego modelu społecznego. Ale przeciętny mieszkaniec USA nie ma pojęcia, że możliwa jest jakaś alternatywa. On zna tylko Amerykę.