Najbardziej rozwinięte kraje świata będą finansować walkę z globalnym ociepleniem – to główne postanowienie zakończonej w sobotę w meksykańskim kurorcie Cancun ONZ-owskiej konferencji w sprawie powstrzymania zmian klimatycznych. Ale w ostatecznym rozrachunku i tak najlepiej na tym wyjdą te zachodnie koncerny, które dziś są liderami w dziedzinie zielonych technologii.

Wielka Brytania da 1,5 mld

Choć deklaracja nie ma charakteru wiążącego, spotkanie – w przeciwieństwie do zeszłorocznego szczytu w Kopenhadze – nie zakończyło się porażką. Po raz pierwszy w historii wszystkie kraje świata zadeklarowały dobrowolne ograniczenie emisji dwutlenku węgla tak, by wzrost temperatury na ziemi był nie większy niż 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej. Do 2020 roku ma powstać Zielony Fundusz Klimatyczny, poprzez który bogate państwa będą przekazywać 100 mld dolarów rocznie państwom biedniejszym na wdrażanie technologii przyjaznych dla środowiska. Osobny Fundusz Ograniczenia Emisji poprzez Powstrzymanie Niszczenia Lasów (REDD) ma natomiast gromadzić pieniądze, które skłonią kraje rozwijające się do zaprzestania rabunkowej gospodarki w lasach tropikalnych.

Na razie nie wiadomo, kto będzie finansował koszty powstrzymania zmian klimatycznych. Jednak niektóre kraje zapowiedziały, że dobrowolnie zobowiążą się do przekazywania na ten cel składek. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron chce, aby jego kraj dawał 1,5 mld funtów rocznie od 2020 r. Inny pomysł to nałożenie specjalnego, globalnego podatku klimatycznego na największych trucicieli, jak przewoźnicy lotniczy czy te koncerny energetyczne, które wykorzystują przestarzałe technologie.

Koncerny zarobią

Skorzystają na tym tacy potentaci jak francuska Areva, jeden z największych producentów energii jądrowej na świecie, czy szwedzki Vattenfall, jedna z nielicznych grup energetycznych, która opanowała technologie spalania czystego węgla. Poza Chinami, które w ostatnich latach inwestują wiele miliardów dolarów w badania nad zielonymi technologiami, kraje rozwijające się same nie potrafią ograniczyć emisji dwutlenku węgla przy zachowaniu szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. A to właśnie na ten cel będą one musiały przeznaczyć uzyskaną pomoc międzynarodową, więc pieniądze z powrotem trafią do firm z krajów rozwiniętych.

To niejedyna dobra wiadomość dla zachodnich koncernów energetycznych. W Cancunie po raz pierwszy 80 najważniejszych krajów świata, w tym USA, Chiny i Indie, zapowiedziało, że przedstawi dobrowolne zobowiązania ograniczenia emisji CO2. To także będzie oznaczało radykalne zwiększenie rynku zielonych technologii. Obowiązujące do 2012 roku porozumienie z Kioto (zawarte w 1997 r.) co prawda ma charakter formalnej i prawnie zobowiązującej umowy. Jednak nie ratyfikowały jej Stany Zjednoczone, a Chiny i inne kraje rozwijające się nie były przez nią zobowiązane do redukcji emisji CO2.

Przywódcy 192 krajów, które wzięły udział w konferencji w Cancunie, mają teraz rok, aby sprecyzować swoje zobowiązania. Znajdą się one w nowym traktacie, który pod egidą ONZ zostanie zawarty na konferencji klimatycznej w Durbanie w RPA.