Miasteczko Pawłowice w powiecie pszczyńskim nie wyróżnia się niczym szczególnym. Osiem tysięcy mieszkańców, średnia płaca 2,7 tys. zł brutto. Największa od lat inwestycja – rondo. Ale ostatnio w Pawłowicach zawrzało. Na jego ulicach pojawiło się pięć nowiutkich bmw serii 3 i serii 1 – czarnych, z przyciemnionymi szybami. „Do miasta przyjechała mafia” – pomyśleli na początku mieszkańcy, ale chwilę potem się zreflektowali: „Bandyci w Pawłowicach? Przecież tutaj nie mają nawet z kogo ściągać haraczu”.

Okazuje się jednak, że w maleńkiej miejscowości rzeczywiście działa mafia. Tyle że SMS-owa – grupa zawodowych graczy bierze udział w quizach i loteriach organizowanych za pośrednictwem wiadomości tekstowych wysyłanych z telefonów komórkowych. To właśnie ta mafia wygrała pięć ze stu samochodów BMW, jakie były do zdobycia w loterii zorganizowanej przez sieć Orange. A niebawem do aut bawarskiej marki dołączyć może kilka volkswagenów golfów i passatów CC, które są do wygrania w trwającej właśnie loterii sieci Plus.

Kupić tanio, sprzedać taniej

Podobnych grup wyspecjalizowanych w wygrywaniu nagród w SMS-owych loteriach jest na terenie całego kraju kilkadziesiąt. Zawsze działają w ten sam sposób – kupują numer pre-paid i rozpoczynają akcję SMS. Jedna osoba praktycznie non stop wysyła wiadomości na płatny numer loterii. Po kilku godzinach przekazuje aparat wspólnikowi, a ten po kolejnych kilku godzinach oddaje go następnej osobie. W ten sposób cała grupa może wysłać nawet 5 – 6 tys. SMS-ów z jednego numeru.

Jednak w przypadku dużych loterii, takich jak ta Orange, nawet to nie wystarczy. Jeżeli jednego dnia do organizatora przychodzi 100 tys. SMS-ów, to prawdopodobieństwo wygrania nagrody przy 5 tys. wysłanych SMS-ów wynosi tylko 1:20. To za mało, aby ryzyko się opłaciło. Dlatego grupy graczy musiały je zwiększać. – Wysyłaliśmy SMS-y jednocześnie z kilku numerów, braliśmy udział w dodatkowych quizach, które zwiększały prawdopodobieństwo wygranej. Za samo doładowanie telefonu kartą na 200 zł dostawaliśmy dodatkowo 2000 punktów, co przekładało się na 200 losów. Czyli wydając na karty pre-paid 10 tys. zł, mogliśmy liczyć na 10 tys. dodatkowych losów. Wszystko to zwiększało prawdopodobieństwo wygranej do mniej więcej 1:2 – opowiada „DGP” jeden z zawodowych graczy z Gorzowa Wielkopolskiego.

Wydatki opłaciły się, bo bmw kosztujące w salonie od 99 tys. (model 116i) do nawet 175 tys. zł (seria 3 cabrio) gracze szybko upłynniali na portalach ogłoszeniowych i w serwisach aukcyjnych, oferując na nie nawet 40-proc. rabaty. Albo w ogóle nie odbierali aut od dilerów, tylko zadowalali się gotówką stanowiącą 60 – 70 proc. wartości auta. Zależało im na czasie, ponieważ zarobione pieniądze szybko musieli inwestować w kolejne SMS-y.

Aby dowiedzieć się, skąd pochodzą znani gracze, wystarczy prześledzić listy laureatów. Jeżeli jakaś nagroda jedzie do Gorzowa Wielkopolskiego, można być niemal pewnym, że wygrał ją Paweł D. lub Anna D. Jeżeli do Białej Podlaskiej, na pewno będzie to ktoś, kogo nazwisko zaczyna się na literę C., a na imię ma Andrzej, Adam lub Robert. Kilku kurierów z zamkniętymi oczami umie trafić na sam koniec Polski – do wsi Barciany położonej 15 kilometrów od granicy z obwodem kaliningradzkim, gdzie nawet kilka razy w tygodniu dowożą paczki z wygranymi Kazimierzowi O. lub Tomaszowi G. Na loteryjnej mapie Polski wyróżniają się także Radzyń Podlaski, Lublin i Zielona Góra.

Jeszcze dwa lata temu grupy te, choć miały pojęcie o swoim istnieniu, nie wchodziły sobie w drogę. Po raz pierwszy starły się ze sobą w marcu 2009 roku, kiedy sieć komórkowa Era ruszyła z konkursem, w którym do wygrania było sto mercedesów klasy C. Do jak ostrej rywalizacji to doprowadziło, widać najlepiej po liście zwycięzców w tegorocznej loterii Ery – dwanaście bmw trafiło do Gorzowa Wielkopolskiego, dziesięć do Białej Podlaskiej, pięć do Radzynia Podlaskiego, pięć do Pawłowic, a po kilka do innych aktywnie grających miast. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku loterii Plusa – w 50 proc. przypadków volkswageny wyjeżdżają na Podlasie lub do Wielkopolski. – Dawniej było to dobrą zabawą, teraz zamienia się w brutalną rywalizację. Nie tylko zwykli klienci nie mają czego szukać w tej loterii, ale nawet zawodowi gracze, którzy zwykli działać w pojedynkę. To zadanie wyłącznie dla zorganizowanych grup – twierdzi Stanisław W., który nazywa siebie samotnikiem.

Jego mieszkanie wygląda jak magazyn sklepu Media Markt – w kuchni jedna na drugiej stoi siedem kuchenek mikrofalowych, w salonie trzy nierozpakowane telewizory LCD, a w przedpokoju trzeba lawirować między dziesiątkami pudełek z nowiutkimi telefonami komórkowymi, laptopami i nawigacjami samochodowymi. W. przyznaje, że w ciągu ubiegłych dwóch lat wygrał w nich towary o łącznej wartości ok. 300 tys. zł. Ale w bitwie o bmw czy volkswageny nie uczestniczy. Dlaczego? – Próbowałem wygrać pierwsze auto, ale jestem zbyt cienki na tę akcję. Musiałbym sam wysyłać średnio po cztery SMS-y na minutę i to przez 24 godziny non stop. Spasowałem, gdy rachunek przekroczył 10 tys. zł, a ja nawet nie zbliżyłem się do połowy stawki – opowiada.

Wściekłość na forach

Najbardziej zbulwersowani są zwykli gracze, którzy wylewają swoje żale na forach internetowych. „Zainwestowałam w SMS-y prawie tysiąc złotych i nawet darmowego dzwonka na telefon nie dostałam” – pisze uczestniczka o pseudonimie Eufemia.

Jednak sami operatorzy nie mają sobie nic do zarzucenia. – Jako Orange firmujemy konkurs swoją marką, natomiast jego organizatorem jest zewnętrzna, specjalistyczna firma – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Telekomunikacji Polskiej, do której należy sieć Orange. Rzeczywiście, na jej zlecenie loterię przygotowała firma Internetq Poland. Tyle że od niej nie można uzyskać żadnych informacji – od kilku tygodni telefony w jej warszawskiej siedzibie milczą. Możliwe, że po nagonce, jaką urządzili na firmę internauci i uczestnicy loterii.

– Trzeba pamiętać o tym, że celem nadrzędnym wszystkich SMS-owych konkursów i loterii jest zarobek organizatora. Większość tego typu imprez staje się opłacalna, jeżeli na jednego uczestnika przypada średnio 7 – 8 wiadomości – przyznaje Wilhelm Rożewski, dyrektor ds. rozwoju w spółce One2One. Dodaje, że już na etapie tworzenia zasad konkursu organizatorzy biorą pod uwagę istnienie tzw. heavy userów. Np. w przypadku loterii Plusa regulamin przygotowany został tak, aby golfy wygrywane były w ramach losowania, ale już passaty CC trafiają do tych, którzy w danym tygodniu wyślą najwięcej SMS-ów. Czyli do zawodowych graczy.

Operatorzy nie ujawniają oficjalnych danych o liczbie SMS-ów oraz przychodach z ich tytułu. Jednak w nieoficjalnych źródłach udało nam się potwierdzić, że organizator dużej loterii może liczyć na ok. 100 tys. wiadomości dziennie po 4 zł netto każda. Czyli prowadząc akcję przez 100 dni, staje się bogatszy o 40 mln złotych. Nawet jeżeli od tej sumy odejmie się koszt nagród (8,3 mln zł), akcji reklamowej oraz opłacenia operatora konkursu, w kieszeni zostanie mu przynajmniej 10 mln zł. – To logiczne, że większe szanse na zdobycie nagrody ma ten uczestnik loterii, który będzie miał więcej losów. To wynika z rachunku prawdopodobieństwa. Ktoś, kto obstawi więcej kombinacji cyfr w Lotto, też ma większe szanse na szóstkę – mówi Jabczyński.

Jednak liczba indywidualnych klientów, którzy wierzą w wygraną w SMS-owej loterii, stopniowo spada. Gdy w maju 2009 roku Orange po raz pierwszy zorganizowało wielką loterię, w której do wygrania było 150 samochodów BMW, każdy, kto miał telefon, chciał spróbować szczęścia. – Nawet wielu moich znajomych wierzyło, że w przypadku takiej liczby aut ma realne szanse na wygraną i wysyłali SMS-y – opowiada Wilhelm Rożewski z One2One. Otrzeźwieli, gdy doszli do wniosku, że podobnie jak oni myśli 8 mln innych abonentów sieci, spośród których kilkadziesiąt to zawodowcy – nie robią nic innego, tylko na okrągło, przez całą dobę stukają w klawiaturę telefonu. – Dzisiaj, gdy zwykli ludzie przywykli już do tego typu loterii i konkursów, nie dają się już wciągnąć w SMS-ową zabawę tak łatwo – twierdzi Rożewski. Jego zdaniem jedyną możliwością usprawiedliwienia loterii byłoby wprowadzenie jasnego ograniczenia – jedna osoba może wysłać tylko jedną wiadomość. Tyle że żaden organizator loterii nie pójdzie na takie rozwiązanie, bo nie zarobiłby na nim ani grosza. Chyba że wygraną byłyby bmw, ale w skali 1:200, plastikowe i wyprodukowane w Chinach.