Teoretycznie decyzja Moody's mogłaby zagrozić rajdowi świętego Mikołaja na giełdach akcji, ponieważ spełnia kryteria negatywnego impulsu. Pojawiła się nagle i ma dalekosiężne konsekwencje. Ale czy rzeczywiście, tak jest? Hiszpania jest zaliczana do grupy PIIGS i jest jednym tchem wymieniana wśród grupy krajów południowej Europy, które mają największe kłopoty gospodarcze nawet przez laików. Zatem decyzja Moody's nie jest gromem z jasnego nieba. Jedyną niespodzianką dla rynków może być tylko to, że zapadła przynajmniej o rok zbyt późno, by uznać ją za ostrzeżenie.

Dlatego cała sprawa może obrócić się na korzyść rynków akcji, choć początkowa reakcja będzie zapewne umiarkowanie negatywna. A jeśli inwestorzy przekonają się, że rynki są odporne nawet na "tak hiobowe" wieści, odwaga może wrócić na rynki. Jest to jednak przypuszczenie, które możemy podnosić od dobrych kilku dni.
Wczoraj rynek nie zareagował na Fed, bo po prawdzie nie było na co reagować. Komitet Otwartego Rynku nie mógł przecież ot tak zmienić swojej decyzji sprzed ledwie miesiąca, skoro nie było czynników, które mogłyby ją zmienić (za wyjątkiem międzynarodowej krytyki, ale banki centralne muszą być uodpornione na krytykę). Po drugie było to ostatnie posiedzenie FOMC w obecnym składzie, a praktyką jest by nie wprowadzać zbyt gwałtownych zmian na koniec kadencji.

Rano podano, że indeks nastrojów japońskich przedsiębiorstw (dużych) Tankan spadł z 8 do 5 pkt. Ale oczekiwano spadku do 3 pkt, zatem zmianę przyjęto z pewną obojętnością. Nikkei stracił 0,1 proc. Znacznie bardziej ucierpiała giełda w Hong Kongu, która straciła 1,8 proc., zaś Kospi zdołał zakończyć dzień zwyżką o 0,4 proc.
W Europie zaczniemy zapewne dzień od spadku, ale wzorem poprzednich dni, reakcja nie powinna być gwałtowna. Sama Moody's tonowała zresztą wymowę swojej decyzji stwierdzając w raporcie, że nawet jeśli rating zostanie obniżony, to Hiszpania utrzyma status Aa. U nas otwarcie może być jednak o tyle bolesne, że wczorajszy wyskok WIG20 na fixingu może wymagać pewnej korekty.

Jeśli chodzi o spółki, trudno odkryć cokolwiek nowego. Ostatnie dane wskazują na przyrost depozytów i wolniejszy kredytów w bankach - obraz branży zasadniczo się nie zmienia. Mogą tracić deweloperzy, ponieważ jak twierdzi "Parkiet", aż siedmiu przedstawicieli branży wybiera się na giełdę w początkach przyszłego roku. Taka konkurencja może odbić się na wycenach.