– Przedsiębiorcy zdali sobie sprawę, że wyczerpała się możliwość rozsądnego konkurowania płacami – mówi analityk Arkadiusz Koperek z serwisu Wynagrodzenia.pl.

Dziś komórka czy laptop nie robią na nikim wrażenia. Teraz, by uszczęśliwić pracownika, trzeba zaproponować mu coś ekstra.

Przykładowo pracownicy gliwickiej firmy Future Processing wkrótce będą mogli zostawić dziecko w firmowym przedszkolu. – Mamy 200 młodych pracowników, firmowe przedszkole będzie dla nich dużym ułatwieniem – tłumaczy Magdalena Ciszewska z działu marketingu.

Pracownicy Unilever Polska mogą za to dowolnie urządzać biura czy korzystać z tzw. cool zone (strefy relaksu) – pokoju z leżakami i konsolą do gier.

>>> Czytaj także: Nawet podwyżka pensji nie poprawi wydajności pracy

Ale dodatki stosują też mniejsze firmy. – Najlepszy pracownik na miesiąc dostaje do dyspozycji BMW Z4 – mówi Robert Biedrzycki z firmy Biomet Polska.

Stworzenie programu motywującego można zlecić zewnętrznej firmie – zaprojektuje system informatyczny, w którym pracownikom przyznawane są punkty np. za efektywność. Mogą je potem wymienić na konkretną nagrodę, np. telewizor czy karnet do spa. – Wdrożenie systemu w dużej firmie to koszt ok. 40 tys. zł. Miesięczne utrzymanie to 4 tys. zł – mówi pracownik jednej z warszawskich firm tworzących programy motywacyjne.

Są firmy, jak np. Benefit Systems, które oferują pakiet kafeteryjny, z którego pracownik może wybrać sobie np. bilety do kina, wejściówki do salonu piękności czy wizytę u dentysty.

Z badań firmy Sedlak & Sedlak wynika, że z bonusów najczęstsze są szkolenia zawodowe – wobec pracowników niższego szczebla stosuje je ponad 70 proc. polskich firm. Dużym zainteresowaniem cieszą się też polisy na życie czy dofinansowanie wypoczynku (oferuje je ponad połowa przedsiębiorstw).

>>> Zobacz też: Stres w pracy - cichy zabójca

Dodatkową opiekę medyczną czy dopłatę do studiów gwarantuje jedna trzecia polskich pracodawców. Popularne są też bony wakacyjne lub towarowe oraz karty fitness.

Wojna na dodatki będzie się zaostrzać, bo na rynek wkracza tzw. pokolenie Y, które w zawodzie nie szuka tylko możliwości zaspokojenia potrzeb finansowych, ale i satysfakcji z pracy. I to takiej, jak mówi Arkadiusz Koperek, która godzi życie osobiste z zawodowym.