Trwająca od początku grudnia fala zwyżkowa, której trudno nie kojarzyć z rajdem Świętego Mikołaja, w środę spotkała się z nieco bardziej zdecydowaną kontrą niedźwiedzi. Przymiotnik zdecydowany ma tu jednak charakter mocno umowny. Wczorajszy sygnał wydaje się mocniejszy jedynie na tle minimalnej zmienności indeksów w ciągu kilku poprzednich sesji. Środowy spadek S&P500 o 0,5 proc. tylko na tym tle może robić jakieś wrażenie. Scenariusz notowań był niemal identyczny, jak w poniedziałek i wtorek. Po nie najgorszym początku i nudnej jego kontynuacji, końcówka przyniosła ofensywę niedźwiedzi. Tym razem zakończyła się ona sprowadzeniem wskaźników pod kreskę. Nie dziwi także to, że nie zwracano szczególnej uwagi na dane makroekonomiczne, z których nieznacznie przebijał optymizm.

Nastroje na parkietach azjatyckich nie są najlepszej już kolejny dzień. Dominują spadki, choć ich skala nie jest zbyt duża. W Szanghaju indeksy zniżkowały po 0,4 proc., Nikkei niemal nie zmienił swej wartości.

Notowania kontraktów terminowych na amerykańskie i europejskie indeksy nie dawały rano żadnych wskazówek, co do prawdopodobnego nastawienia inwestorów. Traciły po kilka setnych procent. Nie ma więc raczej co liczyć, że czwartkowa sesja pobudzi inwestorów do większej aktywności. Można się spodziewać, że indeksy będą przebywać nieznacznie pod kreską, chyba że atmosferę podgrzeją wypowiedzi polityków, których w dniu rozpoczęcia szczytu Unii Europejskiej nie powinno zabraknąć. Dane o aktywności gospodarczej w europejskich usługach nie powinny spowodować żadnych emocji. Informacje zza oceanu, poza liczbą zasiłków dla bezrobotnych, także raczej nie wstrząsną rynkami. A interpretacja danych dotyczących sytuacji na rynku pracy ostatnio także nie jest łatwa. O nastawieniu rynku do ryzyka będzie świadczyć dzisiejsza aukcja hiszpańskich obligacji. Wskazówek może dostarczyć zarówno zgłoszony popyt, jak i ceny, po jakich zostaną sprzedane.