Nie jest też prawdą, że to ostrzeżenie agencji Moody’s (może w przyszłości obniżyć rating Hiszpanii) wystraszyło amerykańskich graczy. Niespecjalnie wystraszyło Europejczyków to dlaczego miałoby wystraszyć Amerykanów? Nie pomogło bykom nawet to, że Senat USA przyjął kompromisowe porozumienie, zawarte przez prezydenta Baracka Obamę z Republikanami w sprawie przedłużenia okresu ulg podatkowych (o dwa lata). A tak dużo o tym się wcześniej mówiło…

Uważam, że podstawową przyczyną słabości rynku była chęć zrealizowania części zysków. Niezłymi pretekstami było to, że nadal rosły rentowności amerykańskich obligacji (tym samy rosły rynkowe stopy procentowe), a to umacniało dolara, co szkodziło eksporterom. Zauważmy, że przed pobudką w USA kurs EUR/USD wrócił do poziomu z wtorku. Jak widać Europejczycy ostrzeżenie Moody’s zlekceważyli. Dopiero potem publikacja dobrych danych makro w USA zaczęła podnosić rentowność obligacji i dopiero to potężnie umocniło dolara.

Popatrzmy teraz na dane. Inflacja CPI wzrosła jedynie o 0,1 proc. m/m (oczekiwano wzrostu o 0,2 proc.) i o 1,1 proc. r/r (tego oczekiwano). Indeks NY Empire State (pokazuje, jaki w grudniu jest stan gospodarki w regionie) zmienił znak. Z poziomu – 11,14 pkt. skoczył na + 10,57 pkt. (oczekiwano 4 pkt.). Tak gwałtowna zmiana powoduje, że mało kto będzie traktował ten indeks poważnie. Nic dziwnego, że reakcji rynków nie było. Dane o dynamice produkcji też nie mogły wystraszyć. Wzrosła o 0,4 proc. m/m (oczekiwano 0,3 proc.). Faktem jest jednak, że w październiku spadła o 0,2 proc., więc w liczbach bezwzględnych listopadowy wzrost był zupełnie kosmetyczny. Indeks rynku nieruchomości podawany przez NAHB pozostał na poziomie 16 pkt. (tego oczekiwano).

Indeksy giełdowe rozpoczęły sesję małym spadkiem, ale bardzo szybko zabarwiły się na zielono i rosły przez 1,5 godziny. Potem jednak stały spadek EUR/USD i stały wzrost rentowności obligacji doprowadziły do systematycznego spadku indeksów. Byki nawet usiłowały odrobić straty, ale nic z tego nie wyszło. Taka korekta to nic groźnego – w niczym nie zmienia „byczego” obrazu rynku. Można nawet powiedzieć, że jest potrzebna

GPW rozpoczęła dzień od niewielkiego spadku indeksów (kontynuowana była korekta KGHM). Sam spadek nie mógł dziwić skoro indeksy na innych giełdach spadały i to spadały mocniej. Nasz rynek koncentrował się jednak przede wszystkim na przygotowaniu do wygasania grudniowej linii kontraktów. Znowu sama końcówka podciągnęła WIG20 o 0,45 proc. nad poziom wtorkowego zakończenia. Indeks posuwa się do góry metodą podciągania a końcówce na małym obrocie, co robi jak najgorsze wrażenie. Nie widać też żadnych atrakcji wynikających z rozgrywek przed piątkowym wygasaniem kontraktów. Być może dzisiaj czegoś takiego doświadczymy. Jeśli i dzisiaj tego nie będzie to doczekamy do piątkowej ostatniej godziny sesji z tą samą marną aktywnością i bezpłciowym handlem.