Obawiają się, że po Grecji i Irlandii też staną się wysokooprocentowanymi klientami Berlina. Forsują więc alternatywne rozwiązanie: wspólny dług dla całego Eurolandu.

Wbrew Niemcom premier Luksemburga Jean-Claude Juncker upiera się przy pomyśle emisji wspólnych euroobligacji, które sfinansują plan ratunkowy. Minister finansów Belgii Didier Reynders opowiedział się z kolei za jego podwojeniem (dziś jest to 440 mld euro), przeciw czemu jest Merkel.

Zaczęło się od Reyndersa, który reprezentuje państwo z grupy potencjalnych odbiorców bailoutu. Jego zdaniem warunki pomocy powinny być o wiele łagodniejsze niż te, które wymuszono na Irlandii i Grecji. Belgia ma powody do obaw. W środę Standard & Poor’s ostrzegł, że obniży ocenę wiarygodności kredytowej tego kraju, jeśli w ciągu 6 miesięcy nie utworzy rządu.

>>> Czytaj też: Niemcy nie chcą już finansować unijnych bankrutów

Nawet Austria zagrożona

Zdaniem unijnych dyplomatów stanowisko Junckera i Reyndersa popierają Włochy, Hiszpania i Portugalia. Z kolei według amerykańskiego ośrodka analitycznego Stratfor do tego grona dołączy również Austria, którą czekają kłopoty z obsługą długu. W przeciwieństwie do Włoch czy Niemiec większość obligacji tego kraju mają cudzoziemcy i austriacki rząd nie może skutecznie wpływać na ich decyzje inwestycyjne.

Wczoraj argumentów państwom klientom dostarczył niemiecki magazyn „Der Spiegel”. Według analizy opracowanej przez gazetę uzgodniony pod kierunkiem Niemiec plan ratunkowy dla Irlandii nie uzdrowi jej finansów. Wręcz przeciwnie, doprowadzi kraj do spirali zadłużenia. W 2014 roku, gdy Dublin wykorzysta całość otrzymanej pomocy, irlandzki dług urośnie do 175 mld euro.

Z uwagi na wysokie oprocentowanie otrzymanej pomocy (5,8 proc.) odsetki od tych zobowiązań wyniosą aż 8,5 mld euro rocznie. Jak obliczył irlandzki ekonomista David McWilliams, Irlandia musiałaby się rozwijać w tempie 8 – 10 proc., aby spłacić tak duże zobowiązania. Najbardziej optymistyczne prognozy mówią jednak o wzroście rzędu 4 proc., m.in. z powodu ostrych cięć budżetowych narzuconych w trakcie negocjowania bailoutu.

Argument państw, które nie chcą brać pieniędzy od Niemiec, jest prosty: jeśli będzie trzeba, zadłużymy się na korzystniejszych warunkach u Chin. Portugalia już myśli o alternatywnych źródłach finansowania. Minister finansów Fernando Teixeira w ostatnich dniach pojechał do Chin i Brazylii, by namawiać do zakupu portugalskich obligacji. W Lizbonie prezydent Chin Hu Jintao obiecał udzielenie pomocy w postaci konkretnych posunięć. Chiński wiceminister spraw zagranicznych Fu Ying napomknął też o możliwości kupienia przez Pekin portugalskich obligacji rządowych. Oferty pomocy Pekin kieruje też do Grecji, Hiszpanii, Irlandii i Włoch.

– W Unii z powodu Niemiec doszło do decyzyjnego paraliżu. Rośnie ryzyko ponownej eskalacji kryzysu – ostrzega Nick Kounis, ekonomista holenderskiego banku ABN Amro.

Plany Niemiec popiera natomiast Polska. Wczoraj Donald Tusk powiedział nawet, że nasz kraj mógłby na zasadzie dobrowolności przyłączyć się do nowego mechanizmu stabilizacyjnego jeszcze przed przystąpieniem do strefy euro.

– Lepiej ryzykować, że trzeba będzie coś wyłożyć, aby być w grupie najbogatszych państw w tej części świata i liczyć na ich pomoc, jeśli – odpukać – u nas coś nie będzie grało – powiedział premier.

Bailout usankcjonowany

Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że na szczycie przywódcy UE zgodzili się na forsowaną przez Merkel, dwuzdaniową zmianą art. 136. traktatu lizbońskiego. Ma ona umożliwić ustanowienie od połowy 2013 r. stałego Europejskiego Funduszu Stabilności Walutowej.

>>> Czytaj też: Szczyt UE: mechanizm ratowania strefy euro zostanie na stałe

Jak UE znalazła sposób na ominięcie referendum

Niemcy zadbały o to, aby procedura zmiany traktatu lizbońskiego pozwalająca na wprowadzenie stałego Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej została ograniczona do minimum. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu tzw. procedury kładki (art. 42 traktatu UE), która zezwala na „uwspólnotowienie” niektórych obszarów współpracy europejskiej. W ten sposób teoretycznie zmiany nie będą wiązały się z przekazaniem dodatkowych kompetencji Brukseli, co pociągałoby za sobą konieczność organizacji referendum w Irlandii, a być może także w Wielkiej Brytanii. Teraz wystarczy znacznie bezpieczniejsza ratyfikacja przez parlamenty krajów „27”.

Zmieniony ma być zapis art. 136 traktatu. Będzie on przewidywał, że „kraje, których monetą jest euro, mogą ustanowić mechanizm zapewniający stabilność strefie euro jako całości. Przyznanie pomocy finansowej w tych ramach będzie uzależnione od spełnienia rygorystycznych warunków”. Wczoraj Niemcy chciały do tego dodać stwierdzenie, że pomoc będzie uruchamiana „w ostateczności”, podczas gdy większość państw Unii wolałaby zachować także możliwość prewencyjnego uruchomienia pomocy.

Z punktu widzenia prawnego plan ratunkowy dla Grecji i Irlandii został uruchomiony poza strukturami UE na zasadzie międzyrządowego porozumienia 16 krajów strefy euro. Kanclerz Merkel obawia się bowiem, że w innym przypadku niemiecki trybunał konstytucyjny mógłby uznać pomoc dla obu państw za sprzeczną z art. 125 traktatu UE, który zakazuje ratowania przed bankructwem przez Unię państw strefy euro.

Proces ratyfikacji zmiany traktatu ma zostać zakończony do 31 grudnia 2012 r., tak aby nowy mechanizm zaczął obowiązywać 1 lipca 2013 r.