Długą listę danych makroekonomicznych z USA należy ocenić pozytywnie. Sprzedaż detaliczna i produkcja rosły w listopadzie powyżej oczekiwań, lepsze były też grudniowe regionalne wskaźniki aktywności. Dane o inflacji i tygodniowe dane z rynku pracy były zgodne z oczekiwaniami. Sumarycznie dane pomogły podtrzymać dobrą koniunkturę na rynku akcji (co jest dla złotego korzystne) i były pozytywne dla dolara (co już tak korzystne nie jest). W efekcie, silne wzrosty w notowaniach EURUSD, którym zawdzięczaliśmy umocnienie złotego w poniedziałek i wtorek, zostały zniwelowane.

Dane z polskiej gospodarki z punktu widzenia złotego należy ocenić neutralnie. Dobre dane o produkcji, niższa inflacja i niska dynamika wynagrodzeń to dobre prognostyki z punktu widzenia wzrostu gospodarczego w dłuższym terminie. Z drugiej strony brak presji płacowej może przesunąć pierwszą podwyżkę stóp na marzec. Generalnie, informacje z polskiej gospodarki mają na moment obecny drugorzędny wpływ na notowania.

O kłopotach w strefie euro inwestorom przypominała agencja Moody’s, obniżając rating dla Irlandii (o 5 stopni!) i zapowiadając możliwość takiego ruchu w odniesieniu do Hiszpanii i Grecji. Gdyby nie świąteczne nastroje na rynkach, mogłoby to znacznie wyraźniej odbić się w notowaniach na rynku walut. Tymczasem, póki co negatywny wpływ widoczny jest głównie w notowaniach EURCHF, które w mijającym tygodniu odnotowały historyczne minimum 1,2712. W efekcie, mimo iż euro kosztuje mniej niż 4 złote, za franka trzeba płacić powyżej 3,12 zł.

Naszym zdaniem obecne nastroje na rynkach mogą utrzymać się do końca roku, zwłaszcza, że najważniejsze punkty grudniowego kalendarza mamy już za sobą. Po nowym roku widzimy jednak istotne ryzyka nawrotu niepokojów związanych z euro, jak i w odniesieniu do koniunktury na rynku akcji. To oznacza możliwość przynajmniej przejściowego osłabienia złotego. W piątek o godzinie 16.00 notowania EURPLN wynosiły 3,9920, USDPLN 3,0180, CHFPLN 3,1235, zaś GBPPLN 4,6870.