Według nieoficjalnych informacji międzynarodowi operatorzy zdobywają swoimi kanałami listy polskich numerów, które zostały przeniesione ze starych do nowych operatorów, czyli np. z Plusa, Ery i Orange do Play lub W Rodzinie. Zagraniczne firmy są gotowe zablokować połączenia do całych grup polskich abonentów, by nie stać się ofiarami oszustwa, jakim jest sztuczny ruch.

URE się nie przejmuje

– To oznacza, że biznesmen, który chcąc obniżyć rachunki, przeniósł telefony swojej firmy do P4 lub Centernetu, może się nigdy nie dowiedzieć o dobrej ofercie np. z Hiszpanii. Bo jego klient nigdy się z nim nie połączy – ostrzega menedżer jednego ze starych operatorów.

Urząd Komunikacji Elektronicznej przyznaje, że zna problem, ale zdaniem jego rzecznika Piotra Dziubaka nie ma sygnałów, aby przez sztuczny ruch cierpieli indywidualni klienci.

Jednak oficjalne dokumenty urzędu mówią co innego. Problem sztucznego ruchu zauważyła Anna Streżyńska i jesienią zaproponowała wszystkim operatorom podpisywanie specjalnego aneksu antyfraudowego. W punkcie 6 napisała wprost: „Zjawisko sztucznego ruchu może nieść negatywne skutki dla współpracy międzyoperatorskiej z operatorami spoza Polski, jak również skutkować możliwością naruszania praw użytkowników końcowych przebywających na terenie Polski oraz poza jej granicami”. W punkcie 1.4 Anna Streżyńska diagnozuje również przyczyny sztucznego ruchu, który jest generowany przy wykorzystaniu: „efektów działań regulacyjnych polegających na różnych poziomach stawek MTR pomiędzy sieciami oraz mechanizmów przenoszalności numerów w sieciach stałych i ruchomych”.

>>> Czytaj też: UOKiK: 12 proc. Polaków nie czyta umów podpisywanych z operatorami telefonii komórkowej

Oznacza to, że UKE doskonale wie, jakiej skali zyski przynosi sztuczny ruch. Powodem jego powstania jest nierówne traktowanie operatorów. Za połączenia między Plus, Erą i Orange operatorzy płacą sobie po 13 gr. Za połączenie z Play – 33 gr, a sieciami Centernet – 65 gr. Wystarczy więc, że jakiś podmiot kupi kilkaset kart SIM u starych operatorów i szybko zmienia je np. na Play lub W Rodzinie. Później karty instaluje w maszynie, która łączy się z inną maszyną ustawioną np. Berlinie, która informuje przykładowo o kursach walut. Zagraniczni operatorzy, łącząc numery zaczynające się od 501, 602, sądzą, że mają do czynienia ze starymi operatorami i pobierają 13 gr opłaty, a później otrzymują rachunki o kilkanaście groszy wyższe.

Ponieważ proceder przynosi miesięcznie milionowe zyski, w zgodnej ocenie starych operatorów aneks Streżyńskiej nie powstrzyma fraudów.

– Ich jedyną przyczyną jest utrzymywanie najwyższej w Europie asymetrii cen. Tak naprawdę to my składamy się na rozwój Play i jesteśmy ofiarą jednego wielkiego fraudu. Dopłacamy im gigantyczne sumy tylko za odbieranie połączeń – mówi „DGP” jeden z menedżerów.

Jego słowa potwierdzają liczby. Każdego miesiąca od starych operatorów ucieka nawet 50 tysięcy klientów. Wkrótce liczba emigrantów do samego Play wyniesie milion! Korzystają na tym klienci, gdyż Play proponuje im niższe ceny za wykonywanie połączeń, a nawet premiuje długość odbieranych rozmów. Według szacunków jednego z operatorów tylko P4 do końca 2013 r. – do kiedy obowiązuje regulacja UKE – może zarobić w ten sposób nawet 1,5 mld zł.

– Asymetria w wysokości stawki za połączenia w relacjach nowy operator – operator zasiedziały wynika z wyższych kosztów świadczenia usług. Nowy operator ma o wiele mniej abonentów i o wiele mniejszy jest ruch kierowany do jego sieci – tłumaczy rzecznik UKE Piotr Dziuba.

Nowi urośli w siłę

Ale eksperci nie zgadzają się z tym. – Utrzymywanie asymetrycznych stawek trwa w Polsce zbyt długo. P4, które najwięcej skorzystało na tym mechanizmie, zdążyło już stać się jednym z głównych graczy i nie ma potrzeby, aby dalej ich wspomagać – mówi Tomasz Kulisiewicz z firmy analitycznej Audytel.

Tymczasem zlikwidowania asymetrii domagają się od UKE nie tylko starzy operatorzy, ale także Europejska Grupa Regulatorów oraz sama Komisja Europejska. W większości krajów Unii (gdzie jest znacząco niższa) ma ona zniknąć do końca 2011 r.