Spójrzmy na czynnik europejski. Rano agencja Moody’s obniżyła rating Irlandii o 5 stopni (sic!) z perspektywa negatywną (możliwe dalsze obniżki). Właśnie ten czynnik cytowano jako powód sporego umocnienie dolara. Uważam, że to nie była najważniejsza przyczyna spadku EUR/USD. Przecież już po ogłoszeniu tej decyzji kurs EUR/USD zyskiwał ponad pół procent, a indeksy giełdowe w Europie rosły. Dopiero około południa kurs zaczął się osuwać, a pod kreskę zszedł po godzinie 16.00. Jak widać rynek nie bardzo chciał reagować na problemy Irlandii.

Zakładam, że to wynik szczytu UE spowodował spadki kursu EUR/USD. Już w czwartek osiągnięto na tym szczycie porozumienie w sprawie zmiany Traktatu Lizbońskiego. Właśnie to do południa rynek walutowy wykorzystywał jako pretekst do umocnienia euro. Pretekst, bo zmiana musi być ratyfikowana przez wszystkie 27 krajów, a poza tym ma wejść w życie w połowie 2013 roku, czyli według mnie już po następnym przesileniu. Zdaje się, że po kilku godzinach gracze to sobie właśnie uświadomili. Poza tym rynek uświadomił sobie też, że w bieżących sprawach nie posunięto się ani na centymetr. Niemcy nadal nie zgadzają się na emitowanie euroobligacji i na zwiększenie funduszu pomocowego (obecnie 750 mld euro). Inaczej mówiąc prawie nic nie osiągnięto.

W poprawie nastrojów na rynku akcji zdecydowanie pomagał spadek rentowności obligacji. Po dużych wzrostach rentowność dotarła do tak atrakcyjnego poziomu, że znalazł się kapitał chcący to wykorzystać. Poza tym Fed dokonał zakupu za ponad 2 mld USD. To nie jest dużo, ale dał sygnał, że czuwa. Akcjom pomagały też raporty makro opublikowane przez Oracle i RIM (po sesji czwartkowej). Dzięki temu indeks NASDAQ zachowywał się zdecydowanie lepiej niż pozostałe indeksy. S&P 500, indeks szerokiego rynku kręcił się wokół poziomu z czwartku. Na dwie godziny przed końcem sesji indeksy zaczęły się osuwać i sesja zakończyła się praktycznie neutralnie (niewielkim zwyżkami indeksów). Trzeba pamiętać o tym, że w USA wygasało wiele linii grudniowych instrumentów pochodnych, więc taki spokój był raczej byczym sygnałem.

Na GPW w piątek wygasała grudniowa seria kontraktów na WIG20, co dosłownie paraliżowało rynek już od początku sesji. Indeks trzymał się ściśle poziomu z czwartkowego zakończenia sesji. Jednak dość szybko wzrost kursu KGHM i banków doprowadził do nieśmiałego wspinania się indeksu. W okolicach południa (tak jak i na innych giełdach) ten nieśmiały optymizm zaczął wygasać. Ostatnia godzina jak zwykle w dniu wygasania linii kontraktów była dosyć nerwowa, a obrót był potężny (co o niczym nie świadczy). Dzień zakończyliśmy mini wzrostem, co też o niczym nie świadczy.

Jeśli spojrzymy na wykres indeksu to widzimy, że WIG20 od 2 tygodni bezskutecznie (i bez przekonania) atakuje opór z pierwszej połowy 2008 roku, czyli okolice 2.750 – 2.780 pkt. Czy uda mu się ten opór przełamać? Zakładam, że tak, bo przecież powinniśmy jeszcze zobaczyć grę przed styczniem (często jego początek jest bardzo dobry). Dziwiłbym się jednak, gdyby do tego doszło w tygodniu przedświątecznym.