W opublikowanym w sobotę liście przywódcy trzech europejskich mocarstw opowiedzieli się za zamrożeniem wydatków. Ich propozycje w szczegółach jednak się różnią.

Angela Merkel przekonuje, że wydatki Brukseli powinny odpowiadać około 1 proc. PKB krajów „27”. To oznaczałoby docelowo 12 mld euro rocznie oszczędności w stosunku do obecnego poziomu wydatków, które odpowiadają 1,13 proc. PKB. Dla Davida Camerona optymalny scenariusz to zamrożenie wydatków na poziomie rocznego budżetu UE z 2013 r. Przy założeniu, że w latach 2011, 2012 i 2013 budżet UE nie będzie rósł, chodzi o wydatki UE rzędu 126,5 mld euro rocznie. W czerwcu swój projekt przedstawi Komisja Europejska. Ta będzie zapewne bardziej szczodra.

Na poprzednim, październikowym szczycie Unii Cameron domagał się jednak o wiele dalej idących cięć. Chciał, by limit wydatków został ograniczony aż do 0,85 proc. PKB Unii. A to oznaczałoby zmniejszenie po 2013 roku wydatków Brukseli aż o 35 mld euro rocznie.

– To jest niefortunny pomysł, bo dzieli Europę, zamiast ją jednoczyć – przyznał „DGP” komisarz ds. budżetu Unii Janusz Lewandowski.

Sobotni list ma jednak duże szanse na sukces. Trzy kraje łącznie finansują bowiem aż 48 proc. wydatków Unii.

>>> Czytaj też: Gdy rozpadnie się strefa euro

Co może zrobić Polska? Wciąż ma szansę na utrzymanie w przyszłości obecnego poziomu subwencji Unii. – Bezwzględność, z jaką Cameron lekceważy unijne procedury, zraziła do niego wiele stolic – mówi „DGP” Piotr Kaczyński, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS). Zdaniem Jacka Saryusza-Wolskiego to pozwala na zbudowanie przez Warszawę skutecznej koalicji państw, które przeciwstawią się cięciu wydatków UE.

– Możemy liczyć na poparcie wszystkich nowych krajów z Europy Środkowej. Ale trzeba też starać się o poparcie niektórych krajów starej UE, przede wszystkim Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Grecji – mówi Wolski.

Sojusznikiem Tuska powinna też okazać się Bruksela, która ma prawo inicjatywy ustawodawczej w debacie budżetowej. Komisarz ds. budżetu Unii Janusz Lewandowski powiedział wczoraj „DGP”, że propozycja perspektywy finansowej na lata 2013 – 2020, która pojawi się w czerwcu, nie uwzględni postulatów „piątki skąpców”.

Dla Polski zagrożeniem są jednak nie tylko same cięcia, lecz także to, jakie pozycje unijnego budżetu miałyby na nich ucierpieć. Obecnego poziomu wydatków rolnych(stanowią one 40 proc. wydatków unijnych) jest zdecydowany bronić prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Jeżeli mu się uda, gros oszczędności spadnie na drugą największą pozycję budżetu – fundusze strukturalne.

Jacek Saryusz-Wolski ostrzega, że wiele będzie zależało od tego, czy Polska przekona do swoich racji europejską opinię publiczną.

Wim Koesters: Merkel woli gniew Europy Środkowej niż wyższe wydatki

Największe kraje UE, w tym Niemcy, proponują zamrożenie wydatków UE w nowej perspektywie budżetowej po 2013 roku. Czy Angela Markel ryzykuje w ten sposób konflikt z takimi krajami jak Polska?

W sprawach polityki europejskiej Merkel jest dziś w kraju pod olbrzymią presją ze strony opinii publicznej. Niemcy wprowadzają właśnie w życie swój pierwszy oszczędnościowy budżet, który zakłada zmniejszenie wydatków rządowych na wszystkich polach: od Bundeswehry po politykę społeczną. Trudno więc od niej oczekiwać, by szefowa rządu największego unijnego płatnika w tym samym czasie popierała zwiększenie wydatków budżetowych na poziomie unijnym. Taka postawa nie znalazłaby zrozumienia u nikogo: począwszy od zwykłych wyborców, kończąc na profesorach ekonomii.

Berlin jest gotów na jakieś ustępstwa w trakcie unijnych rokowań budżetowych?

W Niemczech panuje przekonanie, że największa gospodarka Europy już poszła na ustępstwa, zgadzając się na ratowanie Grecji czy Irlandii z kieszeni własnych podatników. Nie sposób dziś oczywiście przewidzieć, jak zakończą się negocjacje nad nową unijną perspektywą budżetową. Jedno jest jednak pewne: z powodu greckiego i irlandzkiego kryzysu zadłużeniowego Niemcy są jeszcze mniej skorzy do zwiększania wydatków na budżet UE, niż to było jeszcze dwa lata temu.