Wczorajsza przecena przy Książęcej rozegrała się przy niskich obrotach i w kontraście wobec rosnących indeksów giełd zachodnich. Być może będziemy dziś nadrabiać ten dystans, o ile wczorajsze kłopoty okażą się chwilowe. Czym GPW zasłużyła sobie na niechęć inwestorów w poniedziałek? Być może wpływ na zachowanie rynku miały rosnące notowania franka, który oznacza nie tylko wyższe raty na posiadaczy kredytów walutowych, ale także większe obciążenie dla sektora bankowego (to właśnie on wczoraj tracił).

Dziś jednak przeważać mogą czynniki pozytywne. S&P i Nasdaq zanotowały szczyty hossy, ale po spokojnej sesji i niewielkich wzrostach. Niewielka z tego pociecha dla nas, choć widać, że fundusze robią wszystko, by utrzymać rynek na wysokich poziomach. Tyle powinno wystarczyć dla ustabilizowania nastrojów w Warszawie. A co może je poprawić?

Dziś rano silnie rosły giełdy azjatyckie odrabiając wczorajsze straty. Nikkei wzrósł o 1,5 proc., a Hang Seng o 1,4 proc., ponieważ inwestorzy spodziewają się, że publikowane w tym tygodniu dane z USA wskażą znowu na poprawę kondycji gospodarki i konsumentów. Chodzi o finalny odczyt PKB w III kwartale, który miałby wzrosnąć o 2,8 proc. (zamiast o 2,5 proc. w poprzednim odczycie) i wyższą sprzedaż detaliczną (tę poznamy dopiero w czwartek). Shanghai Composite wzrósł o 1,8 proc. (mniej więcej tyle, ile wczoraj stracił) dzięki akcjom deweloperów, którzy poinformowali o rosnącej sprzedaży mieszkań. Wygląda więc na to, że domniemana bańka na chińskim rynku nieruchomości na razie nie chce pęknąć. Pewne znaczenie dla rynkowych nastrojów mogły mieć także zakończone wczoraj manewry wojsk Korei Południowej przy granicy z Północą - obyło się bez incydentów.

Nastroje w Europie mogą być więc dobre, a WIG20, który wczoraj tracił może dziś odrobić straty z nawiązką. Rano rosną notowania miedzi i ropy, za to spadają (nieznacznie) franka. Teoretycznie więc daje to podstawę do zwyżki KGHM, spółek paliwowych i banków. Oczywiście cały czas trzeba też pamiętać, że działamy w końcówce roku, okresie w którym nikomu nie zależy na spadku cen akcji, ani na ich sprzedaży (ze względów podatkowych). Owocuje to pewnym marazmem i ewentualnie zwyżkami, jeśli są do tego warunki, zaś spadki cen są w takich dniach z reguły płytkie. Przybliżamy się także do okresu międzyświątecznego, kiedy rynek robi się płytszy niż zwykle. W ostatnich latach wartość indeksów z reguły rosła między świętami i Nowym Rokiem i niewiele wskazuje na to, by w tym roku pojawił się wyjątek od tej reguły.