Pierwsza reakcja rynku może być złudna. Sama decyzja wprawdzie jeszcze nie zapadła, ale może zapaść na dniach, ponieważ rząd będzie chciał zapewne jak najszybciej wdrożyć ją w życie, aby podratować finanse publiczne już w przyszłym roku. Przeciek do prasy jest najwyraźniej kontrolowany (pominięto Rzeczpospolitą, jako dziennik opozycyjny), zatem można przypuszczać, że rewelacje prasowe są formą balona próbnego. Czy to dobry moment na badanie nastrojów? Reakcja może być zwodnicza. Zbliża się koniec roku i fundusze chcą dotrwać szczęśliwie na obecnych poziomach do jego końca. Branie spokoju rynków za dobrą monetę i przyzwolenie na zmiany, może okazać się więc błędem. Z drugiej strony rynek jest płytki w tych dniach więc zachwianie nastrojami może mieć wpływ na rynki znacznie silniejszy i również nieadekwatny do "zagrożeń".

Zagrożenia wzięte są w cudzysłów nieprzypadkowo. Nie wiadomo bowiem, czy zmniejszone składki OFE będą mogły inwestować na giełdzie środki w takiej wysokości jak do tej pory (wymagana byłaby zmiana limitów zaangażowania w akcje, a żadna z gazet nie zająknęła się na ten temat). Jeśli kwota zaangażowania w akcje nie zmieni się, wówczas rynki nie spotka kara, a przecenione mogą być co najwyżej akcje instytucji finansowych prowadzących OFE, bo ich zyski spadną z pewnością. Dla rynku obligacji większe wpłaty do ZUS oznaczałyby zapewne mniejsze potrzeby pożyczkowe rządu, a więc mniejsze emisje obligacji. W ostatecznym kształcie, zmiany mogą zostać uznane nawet za korzystne dla rynków akcji i obligacji.

W dłuższym terminie trzeba sobie zadać pytanie, czy szykowane zachęty do oszczędzania w III filarze w połączeniu ze spodziewanym napływem składek do funduszy akcji mogą zrekompensować rynkowi mniejsze wpłaty do OFE (jeśli te będą mniej środków przeznaczały na inwestycje w akcje), być może nawet z nawiązką. Pytań wiele, szczegółów mało. Ale zbliżamy się do dnia, w którym emerytalna bomba zostanie rozbrojona. Lub wybuchnie.

Trzeba przyznać, że otoczenie rynkowe sprzyja sondowaniu reakcji na zmiany w OFE, bo nastroje są dobre. Na Wall Street zanotowano kolejny rekord hossy (zgodnie z planem rajdu św. Mikołaja), Nikkei spadł o 0,2 proc. po tym jak japoński rząd obniżył prognozę wzrostu gospodarczego na 2011 r. do 1,5 proc. (z 3,1 proc. w 2010 r.), lecz większość rynków azjatyckich zanotowała niewielkie zwyżki. Hiszpański parlament przyjął niewielką przewagą głosów kolejne cięcia budżetowe na 2011 rok, ale rynek martwi się o restrukturyzację długów Grecji, której obligacje ponownie dają rekordowo wysoką rentowność. Kurs franka nadal szaleje, w nocy dotarł do 3,20 PLN. Rynek zdaje się ignorować fakt, że szwajcarskie banki są poważnie zaangażowane na rynku europejskiego długu i ewentualne perturbacje na rynkach obligacji skarbowych odbiją się poważnie także na kondycji sektora finansowego Szwajcarii (i dalej gospodarki).

Jeśli chodzi o poszczególne spółki, to zapowiedź rekordowych inwestycji PGNiG może zaszkodzić notowaniom, ponieważ oznacza to zapewne malejące szansę na wypłatę wysokiej dywidendy. Prasa spekuluje na temat możliwego przejęcia Bomi, po tym jak akcje grupy potaniały o połowę w tym roku. Rekordowe notowania miedzi (już 9 400 USD za tonę) sprzyjać będą wycenie KGHM, a wysokie notowania ropy, papierom spółek paliwowych. Banki mogą tracić, mimo oczekiwanego wzrostu zysków w przyszłym roku. Wygląda na to, że zmian w OFE nie da się uniknąć w żaden sposób i zyski ich akcjonariuszy zmniejszą się z tego powodu tak czy inaczej.