Początkowo myśleliśmy, że najlepiej życzyć Wam, abyście byli tak bogaci, jak najbogatszy człowiek świata Carlos Slim Helu, mieszkali w najdroższym mieszkaniu na świecie i dostawali roczne premie tak wysokie, aby nawet bankierzy z Goldman Sachs Wam zazdrościli. 

Po pierwszej myśli przyszły następne, bardziej refleksyjne: uświadomiliśmy sobie, w jak wiele nieprzewidywalnych wydarzeń obfitował 2010 rok. Szalejący kryzys finansów publicznych w Grecji i Irlandii czy największa katastrofa ekologiczna w historii USA były spowodowane w dużej mierze chciwością i brakiem kompetencji zarządzających. Po namyśle, nie chcemy więc życzyć Wam, aby ogarnął Was podobny szał bogacenia się, który do niczego wielkiego nie prowadzi.

Jak pokazuje przykład milionera Karla Rabedera, który rozdał cały swój majątek i poświęcił się pracy charytatywnej, pieniądze szczęścia nie dają.

Życzymy Wam więc, aby dojść do podobnej konkluzji jak Rabeder i z uśmiechem na ustach realizować swoje największe pasje. Wtedy pieniądze będą tylko skutkiem ubocznym, podobnie jak w przypadku Chinki Zhang Xin, która oprócz majątku cieszy się ogromnym uznaniem setek tysięcy ludzi.

Zamiast jednego drogiego i nieekologicznego Ferrari z pierwszego polskiego salonu, życzymy wszystkim kolei tak szybkiej i rozległej jak w Chinach oraz aby każde nasze miasto było dynamiczne niczym Istambuł i Kraków.

Przede wszystkim jednak życzymy Wam, abyście byli szczęśliwi jak Skandynawowie i pamiętali, że wzrost bogactwa nie oznacza wzrostu szczęścia obywateli.

Zespół portalu Forsal.pl