Lewicowy rząd Naoto Kana zamierza wydać aż 92,4 bln jenów (3,37 bln zł). Władze chcą w ten sposób wesprzeć system szkoleń dla bezrobotnych oraz projekty z zakresu zielonej energetyki. Redukcja obejmie zaś wydatki na pomoc rozwojową dla trzeciego świata (o 7,4 proc.), a także roboty publiczne.

Paradoksalnie rząd planuje spadek wpływów z emisji obligacji. Według obecnie obowiązującego budżetu obligacje mają przynieść więcej dochodów niż podatki, co powoduje szybki wzrost długu publicznego, szacowanego dziś na 189 proc. PKB. Jeśli nie liczyć bankrutującego Zimbabwe, to światowy rekord. Z drugiej strony Kan zamierza pobudzić przedsiębiorczość poprzez obniżkę CIT o 5 proc. W listopadzie rząd przyjął też, jeszcze w ramach starego budżetu, warty 61 mld dol. program wsparcia dla drobnych przedsiębiorców.

Desperackie starania rządu wynikają z obaw ekonomistów, że Tokio zagraża drugie dno kryzysu. Japoński bank centralny ostrzega, że eksport popadł w stagnację i odbudowa po recesji traci na impecie. Według MFW w przyszłym roku Japonię czeka wzrost gospodarczy rzędu 2 proc., drugi najniższy w Azji po niewielkim Brunei, i zaledwie 0,1 pkt proc. wyższy niż w mijającym roku. U szczytu kryzysu w 2009 roku japoński PKB spadł o 5,2 proc.

mwp