Eksperci, analitycy, konkurenci – wszyscy mówią, że to pana rok. Dokonał pan rewolucji w swoim imperium, sprzedając Polsat, a teraz szykuje rewolucję na rynku, budując sieć szybkiego internetu i rozważając zakup Polkomtelu.

Chodzi o dalszy rozwój. Można powiedzieć, że mam nowego konika, nowe biznesowe wyzwanie. To telekomunikacja, która w coraz większym stopniu łączy się z mediami. To kierunek, w jakim zmierza rynek, a mnie to fascynuje. Otoczenie zmienia się nieustannie. Kiedyś robiliśmy jeden kanał ogólnopolski i rządziliśmy na rynku, ale z czasem widownia zaczęła wybierać kanały tematyczne, więc też zaczęliśmy je tworzyć. Polsat ma wyjątkową ofertę kilkunastu kanałów dla całej rodziny, co jest spójne z grupą docelową Cyfrowego Polsatu. Cyfrowy Polsat jako największa platforma satelitarna w kraju zapewnia dystrybucję i buduje zasięg kanałów telewizji. Razem będzie im łatwiej się rozwijać. Na korzystanie z takiej oferty pozwalała jednak tylko technologia satelitarna i kablowa. Internet rozpoczął rewolucję. Sprowadza się ona do nieograniczonego dostępu do treści w każdym miejscu i czasie na dowolnym ekranie. Mój znajomy powiedział mi jakiś czas temu, że nie ma w domu telewizora. Jak to, zdziwiłem się, a dzieci nie chcą czasem pooglądać telewizji? Odpowiedział, że one oglądają wszystko na komputerze. Kiedy chcą i gdzie chcą. Zresztą w przypadku moich dzieci jest podobnie. Tak wygląda ta rewolucja. To jest przyszłość. Ale aby do niej doszło, potrzebny jest szeroki dostęp do szybkiego internetu. Pieniądze ze sprzedaży Polsatu zainwestuję w znacznej mierze właśnie w sieć, która ten szybki internet Polakom zapewni.

Podkreślał pan dotychczas, że w biznesie jest jak Zosia Samosia. Aż tu nagle ogłosił pan, że jest gotowy kupić Polkomtel do spółki z funduszami inwestycyjnymi. Co się stało, że zmienił pan zdanie?

Nie mówiłem, że jestem gotów kupić Polkomtel, ale że gdyby była oferta, tobyśmy ją rozważyli. Jeżeli w ogóle byłby na sprzedaż, to sam nie byłbym w stanie udźwignąć tak dużej transakcji. Stąd rozmowy doradców z funduszami, ale powtarzam, że na razie nie ma oferty sprzedaży Polkomtelu.

Rzeczywiście dotychczas zawsze raczej działałem samodzielnie, bo nie lubię podejmować decyzji w sprawie nie swoich pieniędzy. Jeśli stracę, to wiem, że stracę sam. Ale z biegiem czasu człowiek się zmienia. I czasami mówi: w porządku, teraz można spróbować finansowania zewnętrznego, bo skala biznesu jest tak duża, że tego typu wyjście jest najlepszym rozwiązaniem.

Ale po co panu Polkomtel? Analitycy mówią, że tylko dzięki jego bazie klientów będzie pan mógł zarobić na inwestycji w internet w technologii LTE.

Nie ma żadnej oferty sprzedaży Polkomtelu, więc nie ma co gdybać. Na pewno będziemy kontynuować rozpoczętą już budowę sieci w technologii LTE.

Jeszcze dwa tygodnie temu sugerował pan, że Polkomtel raczej nie będzie w zasięgu pana zainteresowania.

Nie składałem wprost takich deklaracji. Dawałem tylko do zrozumienia, że to duży podmiot, którego sam nie będę w stanie przejąć. Zawszę powtarzam: plany planami, ale nigdy nie trzymam się ich kurczowo. Liczy się rzeczywistość. Aby osiągnąć pozytywny rezultat, trzeba być elastycznym. W tym konkretnym przypadku mam cel: budujemy największą grupę telekomunikacyjno-medialną na polskim rynku.

Która ma pokonać Telekomunikację Polską?

Nie zamierzamy z nikim walczyć, po prostu szukamy dla siebie miejsca na rynku. Dziś niewiele ponad 50 proc. Polaków ma dostęp do internetu. To głównie mieszkańcy dużych miast. Prawie połowa rynku jest więc niezagospodarowana. Tu widzę dla nas szansę.

By zbudować telekomunikacyjno-medialne imperium, wykonał pan majstersztyk: sprzedał Polsat spółce Cyfrowy Polsat, czyli de facto sobie, a mimo to zarobił prawie 4 mld zł, z czego 2,6 mld zł w gotówce. Zjadł pan ciastko i ma pan ciastko. Nie było panu żal pozbywać się Polsatu?

W przypadku Polsatu pewne rzeczy się zmieniły, ale nie całkowicie. Wciąż jestem tutaj i będę, tyle że teraz jako udziałowiec największej grupy medialnej w Polsce. Nie przenosimy siedziby, nie zmieniam gabinetu. Kiedyś miałem opory przed giełdą, ale po wprowadzeniu na nią Cyfrowego Polsatu zacząłem się do niej przekonywać. Okazało się, że daje ciekawe możliwości rozwoju, pozyskania kapitału, a także zarobku. W tej transakcji nie chodzi jednak o pieniądze dla mnie. Ta gotówka nie jest mi potrzebna do prywatnych celów.

Wyłoży pan z własnej kieszeni 2 mld zł na inwestycje w szybki internet. Wielu ekspertów mówi: to szaleństwo, konkurencja jest za duża. Stawia pan wszystko na szali. Po co?

A może ja to robię na przekór? Gdy ruszałem blisko dziesięć lat temu z Cyfrowym Polsatem, wszyscy na rynku mówili, że podjąłem bezsensowną decyzję, że to nie ma prawa się udać, że są inne platformy i na kolejną nie ma już miejsca. Ale zastosowałem strategię, której nauczyłem się, gdy jako młody człowiek pracowałem w Niemczech u przedsiębiorcy, który zajmował się transportem. Woziłem skrzynie z dokumentami do oddziałów banków. Powiedzmy, że jeden transport kosztował bank 50 marek. Ten przedsiębiorca poszedł do sześciu banków i każdemu złożył ofertę: będą dostarczał wasze przesyłki po 15 marek każda. Jeździłem od banku do banku, które były mniej więcej po drodze, i zbierałem te skrzynie. Zamiast 50 marek od jednego klienta mój ówczesny szef brał po 15 marek od sześciu klientów. W ten sposób zbudował skalę dla swojego biznesu, wygrał z konkurencją i zarabiał więcej, niż gdyby obsługiwał tylko jeden bank za 50 marek. To zasada, która przyświecała mi, gdy startowałem z Cyfrowym Polsatem. Wiedziałem, że muszę zbudować skalę. Zamiast podnosić ceny w dużych miastach jak konkurencja, postąpiłem odwrotnie – obniżyłem je i zwróciłem się do mniejszych miejscowości. Dziś Cyfrowy Polsat ma prawie 3,3 mln klientów i jest liderem. Krytycy się mylili.

Uważa pan, że znowu będzie miał rację mimo ogromnego ryzyka.

Zawsze istnieje ryzyko, że klienci nie będą chcieli skorzystać z usługi, którą oferujesz. Ale ja jestem przekonany, że z naszej usługi będą chcieli skorzystać. Wierzę w to. Oferujemy najnowocześniejszą technologię czwartej generacji, która nazywa się LTE, ona wyprzedza rynek. Dzięki niej można przesyłać dane z prędkością nawet 150 Mb/s. Pozwala to np. na transmisję przez internet jednocześnie kilkunastu programów w jakości HD. I nie trzeba do tego kabla. Można ją oglądać na ekranie telewizora lub komputera w domu czy też na laptopie w kawiarni lub nawet w samochodzie. Bez żadnych zakłóceń i opóźnień. LTE to jest XXI wiek. Ta technologia zmieni życie każdego człowieka. Internet będzie ludziom niezbędny jak dziś prąd i woda.