Sąd w Moskwie uznał wczoraj Michaiła Chodorkowskiego za winnego przywłaszczenia ponad 200 milinów ton ropy naftowej. Dawny oligarcha czeka teraz na wysokość wyroku. To już druga rozprawa przeciw niemu. Rosyjska opozycja i obrońcy praw człowieka twierdzą, że jest więźniem politycznym. Bliższe prawdy byłoby jednak nazwanie go wielkim przegranym w sporze o prawo do skubania toczonym między administracją a oligarchami.

Konflikt ten ukształtował oblicze rosyjskiego kapitalizmu koncesyjnego, w którym motorem rozwoju nie jest kapitał, intelekt czy smykałka do interesów, ale przyznawanie przez władzę koncesji zarówno oficjalnych, jak i (przede wszystkim) nieoficjalnych. Nieudane rządy Borysa Jelcyna sprzyjały rabunkowemu uwłaszczaniu się na majątku państwowym, powstała klasa kapitalistów wywodzących się ze służb specjalnych, Komsomołu i partii komunistycznej. Najmożniejsi z nich, oligarchowie, stali się tak silni, że zaczęli kontrolować władzę. Symbolem tej epoki był Borys Bieriezowski, bankier i majordomus Familii, czyli klanu Jelcyna. Założyciel Jukosu Michaił Chodorkowski to także jeden z oligarchów. Ludzi, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, że dorobili się w uczciwy sposób.

Władimir Putin po okopaniu się na Kremlu postanowił zawalczyć nie tylko o tytularną, lecz także o realną władzę. Żeby ją zdobyć, musiał poskromić oligarchów. Dał im wybór: albo zarabiacie nadal, ale na moich zasadach, albo wojna. Chodorkowski wybrał to drugie. Wyrok ośmiu lat więzienia i skonfiskowanie Jukosu było dla administracji konieczne, by złamać potęgę renegata i ostrzec innych. Odmowa przedterminowego zwolnienia Chodorkowskiego z kolonii karnej, a teraz drugi wyrok nie są osobistą zemstą Putina, lecz polisą chroniącą go przed odrodzeniem potęgi oligarchów.

Koncesjonowanie i karanie za niesubordynację stało się w Rosji zjawiskiem powszechnym. We wrześniu doświadczył go mer Moskwy Jurij Łużkow, gdy ośmielił się krytykować tandem Putin – Miedwiediew. Miał jednak na tyle rozumu, by przyjąć dymisję z pokorą. Gdyby zorganizował opór przeciw Kremlowi, pewnie także powędrowałby na Sybir, a majątek jego żony zbity na komunalnych zamówieniach budowlanych zostałby skonfiskowany.

System „koncesja za lojalność lub przynajmniej milczenie” porządkuje nie tylko oligarchów i baronów administracji, ale także inwestorów zagranicznych. Chodzi w nim wszak o to, by Kreml kontrolował pośrednio całą gospodarkę i nie było żadnych luk, które pozwalałby zarabiać bez jego placetu. Przykładem jest zmuszenie koncernu naftowego Shell pod pretekstem łamania norm ekologicznych do sprzedania udziałów w złożach gazowych Sachalin 2. Miał je bowiem w pełni kontrolować Gazprom.

Kazus Chodorkowskiego to nie jednostkowy przypadek aberracji czy osobistych niechęci, ale element systemu sprawowania władzy, który muszą akceptować zarówno rodzimi kapitaliści, jak i zagraniczni inwestorzy.

Jeśli kiedyś wyjdzie na wolność, stanie się to nie na mocy prawa, ale z łaski Kremla. Inaczej system przestałby działać.