Jedynie w pierwszej godzinie wtorkowej sesji na warszawskim parkiecie mieliśmy do czynienia z nieco większą zmiennością notowań. Indeks największych spółek zaczął dzień od spadku o nieco ponad 0,1 proc., jednak już po chwili znalazł się 0,4 proc. powyżej poniedziałkowego zamknięcia. Po tym zrywie byki zdołały jeszcze nieco powiększyć skalę wzrostu, jednak poziom 2775 punktów okazał się szczytem ich możliwości. Kolejne godziny przyniosły powolne osuwanie się wskaźnika. Przez większą część dnia poruszał się on w przedziale 2765-2770 punktów. Indeks szerokiego rynku zachowywał się bardzo podobnie, a oba wskaźniki czerpały inspirację z tego co działo się we Frankfurcie. DAX po niewielkich wahaniach z pierwszej godziny, zmieniał swoją wartość o około 8 punktów.

sWIG80 zachowywał się znacznie gorzej i od południa tracił 0,5-0,6 proc., zaś mWIG40 walczył o utrzymanie się w okolicach poniedziałkowego zamknięcia. W gronie największych spółek przodowały nasze surowcowe koncerny. Akcje KGHM wczesnym popołudniem zyskiwały 1,3 proc. a walory PKN Orlen szły w górę o 1,1 proc. Momentami dorównywały im skalą wzrostów akcje BRE. O ponad 1 proc. zwyżkowały też papiery Tauronu, które w poniedziałek nie cieszyły się powodzeniem i traciły chwilami ponad 1,5 proc. Wczorajsze spore straty odrabiały też walory GTC.

Na niemal wszystkich parkietach europejskich panował całkowity bezruch. Zmiany indeksów nie przekraczały przez większą część dnia kilku dziesiątych procent. Jedynym wyjątkiem był rosnący aż o 3,7 proc. wskaźnik giełdy w Rydze. Nie jest to jednak rynek, który ma zbyt wielu fanów. Na drugim miejscy znalazł się moskiewski RTS ze zwyżką o 0,5 proc. Na pozostałych rynkach naszego regionu, czyli Budapeszcie i Sofii notowano niewielkie spadki.

Sytuacja niemal się nie zmieniła po publikacji pierwszej z serii trzech zaplanowanych na wtorek informacji zza oceanu. Okazało się, że indeks cen domów w dwudziestu największych amerykańskich metropoliach spadł w październiku o 0,8 proc., choć spodziewano się jego zwyżki o 0,1 proc. Dopiero rozczarowujący odczyt wskaźnika nastrojów konsumentów spowodował dostrzegalną reakcję inwestorów. Spodziewano się, że wzrośnie on z 54,3 do 56 punktów, podczas gdy w rzeczywistości wyniósł on 52,5 punktu. Indeksy za oceanem spadły lekko pod kreskę. Podobnie było w Paryżu i Frankfurcie.

Ostatecznie nasz indeks największych spółek stracił 0,58 proc., WIG zniżkował o 0,36 proc., a sWIG80 o 0,18 proc. Jedynie wskaźnikowi średnich firm udało się utrzymać na plusie. Zwiększył on swoją wartość o 0,13 proc. Obroty były bardzo niskie i ledwie przekroczyły miliard złotych.