Choć dziś był ostatni dzień na optymalizację podatkową i ewentualne realizowanie strat to również w skali całego rynku był to niezauważalny czynnik. Jedynym, i to totalnie nieoczekiwanym, ruchem był fiksing, który sprowadził indeks na minusy bez żadnego powodu.

Dane makro były delikatnie mówiąc niewiele znaczące. Indeks cen domów Case-Shiller spadł o 0,8 proc. a prognozy mówiły o minimalnym wzroście. Dane dotyczą października, czyli okresu tuż przed osiągnięciem przez oprocentowanie obligacji historycznych minimów, więc były dość zaskakujące. Trudno jednak oczekiwać aby na opuszczonych przez kapitał rynki takie informacje mogły mieć jakiekolwiek znaczenie. Drugą inflacją był indeks zaufania konsumentów Conference Board, który też był gorszy niż oczekiwano, ponieważ spadł do 52,5 pkt. Trochę to niespójne z największymi wzrostem świątecznych wydatków Amerykanów od pięciu lat, bo wydajemy więcej pieniędzy wtedy kiedy jesteśmy optymistami odnośnie przyszłości, a tymczasem spadek wynikał ze słabszego niż poprzednio postrzegania rynku pracy. Już 47 proc. konsumentów uważa że pracę trudno znaleźć jednak najprawdopodobniej wydatki wzrosły przez chęć odreagowania ostatnich chudych lat.

Przy panującej stagnacji największe zaskoczenie pojawiło się wraz z fiksingiem w czasie którego WIG20 stracił 15 pkt. i spadł poniżej poniedziałkowego zamknięcia. Trudno to wydarzenie powiązać z jakimkolwiek konkretnym faktem. Podaż pojawiła się na walorach takich jak KGHM, PKO BP czy PEKAO, a więc tych które w ciągu ostatniego roku zyskały na wartości, więc nie mogły być przedmiotem tworzenia giełdowej tarczy podatkowej. Końcowy spadek o niczym nie przesądza. Jedynie punkt odniesienia dla środowego handlu będzie umiejscowiony niżej dzięki czemu łatwiej będzie o wzrosty. W czasie takich sesji jak dzisiejsza z jeszcze większą traumą myśli się o styczniu kiedy to takie sesje będą trwały godzinę dłużej i trzeba będzie ten beznadziejny marazm obserwować do 17:30.