Wczorajsza sesja na GPW odznaczała się męczącą stabilizacją po wzroście na otwarciu. Indeks największych i najpłynniejszych spółek kreślił linię prostą, która popołudniu zaczęła nieco opadać. Spadek ten przyspieszył po publikacji danych zza oceanu, które nie należały do najlepszych. Okazało się bowiem, że roczny indeks cen nieruchomości S&P/Case-Shiller spadł o 0,8 proc., wobec oczekiwanego niewielkiego spadku. Gorszy od prognoz okazał się również odczyt indeks zaufania konsumentów Conference Board, który spadł do 52,5 pkt. wobec oczekiwań jego wzrostu.

Publikowane dane wznowiły nieco dyskusję możliwym nawrocie recesji, jednak na dzień dzisiejszy nikt tych komentarzy nie traktuje poważnie. Również spadek indeksu pod sam koniec sesji i jego zamknięcie zniżką o ponad 0,5 proc. niekoniecznie jest konsekwencją gorszych publikacji. Otóż wczoraj był ostatni dzień na sprzedaż akcji, bym móc straty na nich odliczyć sobie o podatku. Właśnie te rozliczenia mogły mieć niemały wpływ na słabą końcówkę. Wskazują na to również obroty, które pod koniec znacznie wzrosły wobec wcześniejszego braku aktywności.

Za oceanem nie obserwowaliśmy żadnych nerwowych ruchów. Oprócz powyżej wspomnianych danych mówiono też o informacji z MasterCard Advisors’ SpendingPulse, mówiącej o wzroście sprzedaży świątecznej o 5,5 proc., czyli największym od 2005 roku. Kłóci się to nieco z gorszymi danymi o zaufaniu konsumentów, ale to nie nowość, że Amerykanin co innego mówi, a co innego robi. Przejawem względnego optymizmu nazwać też można wynik aukcji 5-cio letnich obligacji, które nie spotkały się ze znacznym popytem (stosunek popytu do podaży był najniższy od pół roku). Ceny obligacji więc spadły, a akcji wzrosły. Wzrost ten jednak był wręcz mikroskopijny, tym niemniej grudniowa zwyżka urosła już do 6,6 proc., co złym wynikiem nazwać nie można.

Na rynku walutowym eurodolar początkowo zyskiwał, co próbowano tłumaczyć oczekiwaniem na nienajlepsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Gdy te jednak okazały się nawet gorsze od prognoz to dolar się umocnił. Widać wpływ na ten rynek mają zupełnie inne czynniki niż te wskazywane w komentarzach. Silniejszy dolar do słabszy złoty i tak rzeczywiście się stało. Złoty mimo niezłego otwarcia cały dzień tracił i nie pomagały tutaj niepotwierdzone komentarze o aktywności BGK na rynku, czy wręcz powszechnej świadomości, że rząd rok chce zakończyć z silnym złotym, co pomoże obniżyć stosunek długu do PKB.