Przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć z przebiegu sesji, która zgodnie z ostatnimi dniami nie rozpieszczała poziomem zmienności. Również realizacja zysków wielka nie była i wymuszona była globalnymi tendencjami niż lokalnymi czynnikami, których nie brakowało. Otóż wczoraj zapadła decyzja w kwestii dalszego losu OFE. Wiemy, że już za kilka miesięcy składka płacona funduszom w gotówce zmniejszy się o 5 pkt. proc. do 2,3 proc. naszych dochodów. Zrezygnowano z opcji wypłaty w formie obligacji emerytalnych, a brakujące środki pozostaną w ZUS’ie na indywidualnych kontach.

Zmiany wprowadzone są pod hasłami reformy całego systemu, ale tajemnicą poliszynela jest fakt, że zmiany tak naprawdę wymusił zły stan finansów publicznych i groźba przekroczenia w przyszłym roku drugiego progu ostrożnościowego. W związku z rokiem wyborczym nie ma woli politycznej do radykalnych reform, więc rządzący poszli po najmniejszej linii oporu. W końcu zmiany wpłyną na poziom naszych przyszłych emerytur, czego natychmiast nie odczujemy. Za względny sukces można uznać utrzymanie II filara, co przykładowo na Węgrzech się nie udało. Ponadto na osłodę dostaliśmy możliwość odliczania od podatku indywidualnego oszczędzania na starość.

Sam rynek zbytnio zmianami się nie przejął, gdyż były one już od dawna dyskontowane. Strumień żywego pieniądza do OFE oczywiście ulegnie zmianie, ale mówi się o wprowadzeniu subfunduszy, co oznacza, że w ramach obecnego sporego portfela OFE może dojść w przyszłym roku do przetasowań. Sam rynek po niezbyt interesującej sesji dzień zakończył spadkiem o ponad 0,6 proc.

>>>Czytaj też:  Pieniądze emerytów ratują finanse

Za oceanem również zagościły spadki, ale o znacznie mniejszej skali. Nikt przed końcem roku nie chce się wychylać i cel wielu zarządzających to po prostu dotrwać do zamknięcia końcoworocznej sesji. Wiele osób zresztą przy biurkach nie jest obecnych. Wskazuje na to brak reakcji na publikowane dane, a nie było ich mało.

Dowiedzieliśmy się wczoraj, że liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła poniżej 400 tys, do 388 tys. To najlepszy odczyt od lipca 2008 roku, ale dotyczył świątecznego tygodnia, więc może nie być w pełni wiarygodny. Tym niemniej inne dane również tryskały optymizmem. Wskaźnik aktywności przemysłu w rejonie Chicago wzrósł do 68.6 pkt., czyli do najwyższego poziomu od lipca 1988 roku! Również indeks podpisanych umów domów zaskoczył pozytywnie. Wyrazem optymizmu były też dane o napływach do funduszy amerykańskich. Po raz pierwszy od kwietnia obserwujemy napływ netto do funduszy akcji, a środki z funduszy obligacji już trzeci tydzień z rzędu odpływają.

Na te informacje bardziej reagował rynek surowcowy i walutowy. Miedź ustanowiła swój nowy rekord wszechczasów, a ropa po gorszych od oczekiwań danych o zapasach taniała. Eurodolar rósł konsekwentnie przez cały dzień, ale wpływ tego ruchu na złotego był niewidoczny. Nasza waluta umacniała się jedynie w relacji do dolara i to pomimo faktu dalszej sprzedaży euro przez BGK.