W ciągu najbliższych sesji inwestorzy nie będą mogli liczyć na działanie bodźców do dalszych wzrostów w postaci danych makroekonomicznych z amerykańskiego rynku, ale nie oznacza to, że początek tygodnia będzie senny. Uwaga skoncentruje się najprawdopodobniej na sytuacji strefy euro, ponieważ najbliższa decyzja Europejskiego Banku Centralnego może być gwoździem do trumny czarnych owiec unii walutowej. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że w czwartek główna stopa procentowa dla 16 państw wzrośnie z 1 proc. do 1,25 proc. i tym samym zakończony zostanie etap rekordowo niskiego kosztu kapitału na Starym Kontynencie. Każda inna decyzja EBC odebrana zostałaby z wielkim zdumieniem, o czym może świadczyć choćby wynik ankiety przeprowadzonej przez agencję Bloomberg, w której każdy z 57 zapytanych ekonomistów prognozuje podwyżkę głównej stopy o 25 pkt.

Po marcowym posiedzeniu EBC Jean Claude Trichet puścił w kierunku inwestorów oko sugerując, że kolejne spotkanie banku centralnego może przynieść zmianę dotychczasowej polityki pieniężnej. Na początku 2011 r. notowania instrumentów pochodnych na stopę procentową w strefie euro sugerowały, że w ciągu kolejnych 12 miesięcy koszt pieniądza wzrośnie o ok. 45 pkt bazowych, a obecnie inwestorzy oczekują wzrostu o ponad 130 pkt. bazowych.

Opublikowane w poniedziałek dane o inflacji producentów w strefie euro zdają się potwierdzać, że najwyższa pora zacząć walkę ze wzrostem cen - inflacja PPI była w lutym 2011 r. o 6,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Oznacza to, że koszty producentów rosną najszybciej od września 2008 r. Na rynku walutowym kurs pary euro-dolar poruszał się przez cały dzień poruszał się w okolicy 1,424 USD. Złoty osłabił się w stosunku do franka o ok. 2 grosze (3,07 PLN), a kurs naszej waluty w odniesieniu do euro i dolara pozostał na poziomie z piątku. W perspektywie najbliższych dni możemy obserwować próbę realizacji zysków przez inwestorów korzystających z umocnienia euro, np. w reakcji na doniesienia o naciskach przedstawicieli Międzynarodowego Funduszu Walutowego na restrukturyzację długu przez Grecję, ale to oznaczałoby zmianę panujących ostatnio warunków gry. Trudno bowiem nie zauważyć, że po chwilowych niepokojach z przełomu lutego i marca inwestorzy znowu reagują głównie na pozytywne wiadomości, a rozczarowujące puszczają mimo uszu.

W poniedziałek na Wall Street indeksy rozpoczęły dzień od przybliżenia się do najwyższych poziomów od 2008 r., również na europejskich parkietach przewagę mieli inwestorzy kupujący akcje. Wzrosty te były jednak w większości przypadków symboliczne. Na rynkach surowcowych o ponad 2 proc. podrożało srebro, a za baryłkę ropy płacono ponad 108 USD.