Szczera przestroga Jeffa Smiseka, prezesa nowo połączonego United Continental Holdings, wyraża niepokój przewoźników wobec działań Brukseli. Unijni urzędnicy chcą, by reszta świata dostosowała się do reguł klimatycznych europejskiej Wspólnoty. W ciągu mniej niż ośmiu miesięcy, wszystkie linie lotnicze latające do i w obrębie Europy będą musiały realizować Europejski System Handlu Emisjami. Programem objęte są elektrownie, huty stali oraz inne zakłady przemysłowe działające w regionie od początku 2005 roku.

>>> Czytaj też: Ochrona klimatu to tylko pretekst

Prezesi linii lotniczych z Azji i Stanów Zjednoczonych obawiają się, że zostaną obarczeni dodatkowymi kosztami. Analitycy szacują je na 1,1 mld euro tylko w pierwszym roku funkcjonowania systemu. Prezesi wolą jednak pozostawić sprawę pod obstrzałem krytyki grup zawodowych, niż otwarcie przeciwstawiać się popularnym kryteriom środowiskowym Unii.

Według Smiseka, United Continental Holdings nie jest przeciwny regulacjom ograniczającym emisje gazów. Ale objęcie projektem zagranicznych linii lotniczych jest według niego nie do przyjęcia i przekracza kompetencje Unii Europejskiej. -To tak samo jakby California chciała ograniczać gazy emitowane przez pomocniczy zespół napędowy na lotnisku Heathrow - powiedział odnosząc się do części używanej do odpalania silników samolotu. - Myślę, że zdanie pozostałych przewoźników na ten temat jest podobne.

>>> Czytaj też: KE: Do 2050 r. o 60 proc. mniej emisji CO2 w transporcie

United dołączył do Air Trasnsport Association, głównego stowarzyszenia lotniczego w Ameryce, które działa w interesie linii lotniczych a przeciwko europejskiemu systemowi handlu emisjami. Organizacja odpowiada obecnie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Jeśli te działania United się nie powiodą, Smisek liczy na interwencję rządu. - Nie można przewidzieć, czy będzie to mniej rozwinięty kraj, czy kraj taki jak Chiny bądź USA powiedział Smisek. Pewne możliwości prawne mają rządy państw, których my, jako pojedynczy przewoźnik nie mamy. Ten projekt jest naprawdę nie do przyjęcia.

- Jeśli nie zaczniemy działać już teraz koszty będą znacznie większe - mówi Bill Hemings specjalista polityki lotniczej w działającej w Brukseli organizacji Transport i Środowisko.