WIG20 urósł wczoraj aż o 1,5 procent. Sprzyjały mu zaangażowanie inwestorów z zagranicy oraz drożejące surowce

Indeks największych spółek zakończył wczorajszą sesję na poziomie ponad 2900 punktów.

>>> Czytaj też: Indeksy na GPW wystrzeliły w górę i przyćmiły europejskie giełdy

Tak wysoko indeks blue chipów nie był od trzech lat. Średnie i małe spółki nie radziły sobie już tak dobrze. mWIG zyskał jedynie 1,1 proc., a sWIG 0,4 proc.

Zdaniem analityków za wzrostami największych firm stoją inwestorzy z zagranicy. – Zyskuje nie tylko warszawska giełda. Dobrze radzą sobie też parkiety w Budapeszcie, Moskwie czy nawet w Turcji – mówi Paweł Cymcyk, analityk AZ Finanse.

Zdaniem Krzysztofa Stępnia, dyrektora inwestycyjnego w Opera TFI, w ostatnim czasie modne stało się inwestowanie w Rosji, do czego zachęcają wysokie ceny ropy naftowej oraz innych surowców wydobywanych u naszego wschodniego sąsiada. – Część wędrującego do Rosji kapitału zostaje u nas i pomaga naszej giełdzie – mówi Krzysztof Stępień.

Eksperci uważają, że w dłuższej perspektywie hossa nie jest zagrożona. – Po pokonaniu 2800 punktów na WIG20 szybko doszliśmy do bariery 2900 punktów, a następnie ją pobiliśmy. Mam nadzieję, że to zachęci krajowych inwestorów indywidualnych do większego zaangażowania w akcje, na przykład za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych – mówi Paweł Cymcyk.

Dzięki temu wzrosty mogą być trwałe i będą dotyczyć nie tylko największych podmiotów, ale obejmą także mniejsze spółki. W krótkim terminie musimy się jednak liczyć z niewielką korektą. – Obecnie rynek jest wykupiony i nie widzę pola do dalszych wzrostów na najbliższych sesjach – mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Liderami wzrostów podczas ostatnich dni były banki oraz spółki surowcowe – Orlen, Lotos i KGHM. Powodem ich wzrostów jest trwająca hossa surowcowa, ceny srebra (wytwarzanego m.in. przez KGHM) oraz ropy mocno rosną. Drogie są surowce spożywcze, a cena złota jest najwyższa w historii. Wczoraj w pewnym momencie cena uncji przekroczyła poziom 1461 dolarów (potem nieco spadła).

Zdaniem analityków przynajmniej częściowo za takimi zwyżkami stoi kapitał spekulacyjny.

– Nie znamy jednak jego udziału. Całkiem możliwe, że jest mniejszy, niż nam się wydaje, a wtedy ceny mogą rosnąć jeszcze przez dłuższy czas – mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Również Jan Mazurek, główny analityk Investors TFI, prognozuje dalszy wzrost cen surowców. – Rosnąca inflacja będzie sprzyjała kolejnym wzrostom ich notowań – uważa Jan Mazurek.

Na szczęście nie powinno to wpłynąć na zmniejszenie konkurencyjności polskich firm. Drogie surowce dotykają też przedsiębiorstw w innych krajach, więc nasze spółki nie są w tym wypadku specjalnie poszkodowane.

jacek.uryniuk@infor.pl