Osiem polskich firm będzie się w tym roku wystawiać na ekskluzywnych międzynarodowych targach meblarskich w Mediolanie, które rozpoczną się 12 kwietnia. Stoisko spółki Comforty ma ponad 300 metrów i znajduje się w najbardziej prestiżowej części imprezy, w tzw. Superstudiu Piu. Wystawiają tam najbardziej renomowane firmy – Moroso, Flora czy Magnetti. Do Mediolanu ściągają producenci, projektanci i handlowcy z całego świata, którzy chcą dowiedzieć się, jakie wzory czy kolory przez najbliższy rok będą trendy.

>>> Czytaj też: Polska trzecim eksporterem mebli w UE

Pozostałe polskie firmy – Kler, Iker, Meble Vox, Balma Design, Paget oraz Zieta Prozessdesign wystawiają się razem. Nie chcą ujawnić, ile zapłacą za wspólną ekspozycję. Wynajęcie i aranżacja stoiska kosztuje od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro. – Dużo, ale wydatek się opłaca – przekonuje Paweł Kubara, jeden z menedżerów Comforty. – Są firmy, które w ciągu kilku dni trwania imprezy podpisują kontrakty warte 50 – 80 milionów euro – dodaje.

Z badań Instytutu Wzornictwa Przemysłowego wykonanych na zlecenie Ministerstwa Gospodarki wynika, że 86 proc. polskich firm jest dziś gotowych na inwestowanie w nowoczesny design, podczas gdy 10 lat temu potrzebę zamawiania projektów u fachowców widziało tylko 20 proc. z nich. Większość wytwarzała swoje wyroby według najprostszych wzorów wymyślanych przez zakładowych technologów lub kopiowała produkty podpatrzone we włoskich, francuskich czy niemieckich sklepach.

To wystarczało na potrzeby rynku polskiego oraz konkurowania na rynku tanich mebli w UE. Z danych Polskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli wynika, że w ubiegłym roku wartość sprzedaży za granicę wyniosła prawie 23 mld zł, czyli prawie 100 proc. więcej niż 10 lat temu. Ponad 80 proc. eksportu trafia do Unii Europejskiej, głównie do Niemiec, Francji i Holandii.

Ale segment tanich mebli staje się coraz trudniejszy, bo zapełniają go Chińczycy.

>>> Czytaj też: Polskie sieci meblowe rosną szybciej niż Ikea

– Alternatywą dla polskich firm jest wyrobienie mocnej marki i wejście na rynek mebli designerskich – uważa Agnieszka Jacobson-Cielecka, specjalista od designu. – Przedmioty codziennego użytku sygnowane nazwiskiem projektanta są poszukiwane przez klientów i można je sprzedać za wyższą cenę.

O sukcesie decyduje często nazwisko projektanta. Przykładem jest firma Profab. Dzięki współpracy z Jarosławem Bełzą zdobyła kilka medali na międzynarodowych targach i w ciągu trzech lat zwiększyła eksport o 40 proc. Jej sztandarowy produkt – komoda Ara nawiązująca do tradycji przedwojennego polskiego wzornictwa spółdzielni artystycznej Ład – stał się w Stanach Zjednoczonych jednym z najbardziej poszukiwanych polskich mebli.

Inwestycje w marki potwierdzają analizy brytyjskiego Design Council. Wynika z nich, że każde 100 funtów wydane na projekt zwiększa obroty przedsiębiorstwa o 225 funtów. Dlatego znane firmy zatrudniają największe sławy designu, takie jak Patricia Urquiola czy Philip Starck, płacąc im dziesiątki tysięcy euro za projekty mebli i tantiemy od każdego sprzedanego egzemplarza. Wielu uznanych designerów jest gotowych wykonać projekt za darmo – godzą się na procent od sprzedaży. Jeżeli produkcja ma charakter masowy, zwykle zadowala ich 2 – 3 proc., jeżeli natomiast projekt ma być unikatowy, prowizja sięga 15 – 20 proc.