Agencja ratingowa Standard & Poor’s w raporcie podsumowującym 2010 r. na rynku obligacji korporacyjnych twierdzi, że istnieje silna korelacja między wysokością ratingów a częstotliwością bankructw emitentów papierów dłużnych. Im wyższe są ratingi w danym okresie, tym mniej podmiotów nie wywiązuje się z zobowiązań finansowych wobec wierzycieli i odwrotnie - niskim ratingom, towarzyszą częstsze bankructwa. Nie jest to rewolucyjne odkrycie, bo przecież dokładnie taki jest główny cel działania firm pobierających opłaty za ocenę ryzyka inwestycyjnego. Udowadnianie, że owa prawidłowość występowała w przeszłości niezależnie w różnych horyzontach czasowych i na różnych regionalnych rynkach można uznać za próbę wmówienia inwestorom, że system ratingowy sprawdza się w praktyce i nie wymaga gruntownej reformy, a spóźnione reakcje na kłopoty i późniejsze bankructwa banków w latach 2007 - 2008 r. były tylko wypadkiem przy pracy czy też wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Firmy wychodzą na prostą

Niemniej trzeba przyznać, że w ciągu ostatnich miesięcy obniżki ratingów dla Grecji, Irlandii czy Portugalii pomagały przewidzieć upadek tych państw, chociaż formalnie pomoc ze strony międzynarodowych instytucji umożliwiła uniknięcie restrukturyzacji obligacji i ogłoszenie niewypłacalności. W segmencie obligacji korporacyjnych po rekordowej liczbie bankructw w 2009 r., rok 2010 przyniósł zdecydowaną poprawę nastrojów. Spośród wszystkich firm objętych monitoringiem agencji Standard&Poor’s zdarzenia kredytowe w 2010 r. odnotowało 81 podmiotów. Rok wcześniej znacznie więcej, bo 265 firm nie zdołało spłacić zadłużenia. Warto zwrócić uwagę, że żaden z 81 bankrutów na początku 2010 r. nie posiadał ratingu BBB lub wyższego, czyli w języku inwestorów ich obligacje posiadały status obligacji śmieciowych, co świadczy, że zadziałał filtr bezpieczeństwa w postaci wysokości ratingu.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że definicja “niewypłacalności” stosowana przez agencje ratingowe różni się od potocznego rozumienia tego terminu. Zdarzeniem kredytowym na rynku długu jest nie tylko złożenie przez firmę wniosku w sądzie o uznanie upadłości, ale także modyfikacja wcześniejszych umów kredytowych. Może to być przymusowa zamiana obligacji na akcje warte w danym momencie mniej niż kwota udzielonej przez wierzycieli pożyczki, wydłużenie okresu wykupu obligacji, zmniejszenie wysokości odsetek lub spłata tylko części zadłużenia w terminie. Historycznie tego typu zdarzenia z reguły świadczyły o poważnych kłopotach finansowych firm i poprzedzały ich faktyczne bankructwo.

Jednocześnie w ubiegłym roku wraz ze spadkiem liczby niewypłacalnych korporacji na rynku obligacji znacząco poprawiły się również inne parametry ryzyka. Wartość papierów objętych restrukturyzacją spadła do 95,7 mld USD, a odsetek bankrutów globalnie zmniejszył się do 1,14 proc. z 4,04 proc. w 2009 r. Wśród emitentów posiadających rating spekulacyjny (śmieciowy, czyli poniżej BBB) zdarzenia kredytowe do grudnia 2010 r. odnotowało 3,3 proc. amerykańskich firm, 1,03 proc. firm z Europy i aż 7,8 proc. z innych rynków. Na każdą rewizję ratingu w dół przypadło średnio 1,36 podwyżek oceny zdolności kredytowej. Degradacje były łagodniejsze niż przed rokiem - agencja S&P obniżała ratingi przeciętnie o 1,5 stopnia w porównaniu z 1,7 w 2009 r. Ponadto, blisko trzy czwarte podmiotów zachowało ratingi z poprzedniego roku na niezmienionym poziomie, co oznacza, że 2010 był najstabilniejszym rokiem na rynku długu od sześciu lat. Jednym słowem, po okresie rekordowych turbulencji na rynku obligacji korporacyjnych nastał czas uspokojenia.

Uwaga na restauracje, rafinerie i media

W najbliższych miesiącach podwyżki stóp procentowych niemal na całym globie będą stopniowo utrudniały pozyskanie kapitału za pośrednictwem rynku obligacji, ponieważ inwestorzy będą wymagać coraz wyższej premii za ryzyko udzielenia kredytu korporacjom. Ta sama agencja Standard&Poor’s w innym raporcie z 31 marca 2011r. szczególnie ostrzega przed lokowaniem środków w obligacje 87 firm z trzech branż: rozrywkowej, paliwowej i detalicznej. Wśród reprezentantów tych sektorów na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy odnotowano najwięcej obniżek ratingów, zwłaszcza w przypadku emitentów posiadających spekulacyjne oceny. Do poziomów poniżej długoterminowych średnich w ciągu minionego roku zdegradowanych zostało aż 22 proc. firm z branży rozrywka i media, 11 proc. firm paliwowych i 5 proc. restauracji. Pod koniec I kw. 2011 r. średnio rentowność papierów co dziesiątej spółki z tych sektorów (i posiadających rating wystawiony przez agencję Standard&Poor’s) była wyższa od rentowności papierów skarbowych przynajmniej o 10 punktów procentowych.

W krótkim okresie najpoważniejsze konsekwencje dla emitentów będą miały obniżki ratingów dla państw walczących z nadmiernym zadłużeniem, ponieważ od wysokości tej oceny uzależniona jest maksymalna ocena papierów korporacyjnych z danego rynku. W I kw. 2011 r. mogli się o tym przekonać m.in. posiadacze obligacji hiszpańskich i irlandzkich banków, które zostały zdegradowane z powodu coraz mniejszych szans na uzyskanie wsparcia rządu. Hossa na globalnym rynku obligacji korporacyjnych w 2011 r. trwa w najlepsze, chociaż nowe czynniki ryzyka stają się coraz trudniejsze do zignorowania.